Reputacja: 2  | Revan siedział spokojnie przy stoliku, sącząc złocisty płyn. Z uwagą wysłuchiwał się mężczyzny w czerni, nie spuszczając oczu z głębi jego kaptura, pod którym kryła się twarz. Wydawało mu się, że słyszał kiedyś o nim, o Alaronie Elessedilu. Z pewnością bym jednym z tych zielonych, jednak pamiętał takie rzeczy jak przez mgłę.
Był Mrocznym Elfem, jednak różnił się od swoich braci w kilku szczegółach. Miał blado fioletową karnację, i kruczoczarne włosy sięgające do karku. Jego twarz przypominała drapieżne zwierzę, o czym świadczyły ostre rysy, szpakowaty nos oraz oczy osadzone głęboko. I te nie były zwyczajne, bo jedno, lewe, jest zielone, a drugie srebrne. Wydaje się, że na prawym ma bielmo. Spiczaste końcówki uszów lekko wystawały spośród prostych, lekko tłustych włosów.
Z pewnością wyglądał na typowego podróżnika, jednak z jego twarzą mógł wyglądać nawet na rozbójnika, albo kogoś znacznie gorszego. Nosił ciemną, skórzaną kurtę, i takie same rękawice, nabijane ćwiekami. Czarny, miejscami brązowy od brudu płaszcz zwisał za krzesłem do podłogi. Na nogach miał całkiem solidnej roboty buty, krasnoludzkiej roboty. Powiadają, że tak dobrze wykonane buty właściciel może nosić aż do końca życia, w końcu krasnoludy są mistrzami w swoich rzemiosłach. Wyglądały jednak na całkiem nowe, blaszany czub nie zasmakował jeszcze gorzkiej rdzy. Skórzane cholewy, nabijane metalowymi guzami, sięgały do kolan. Na nogach miał ciemne, skórzane spodnie.
Wyglądał niepokojąco, a to, że był Drowem, dodatkowo potęgowało to uczucie. Z pewnością nie wyglądał przyjaźnie. Wszyscy wiedzieli, jak bezdusznymi istotami potrafią być Mroczne Elfy, a ten tutaj wyglądał na ucieleśnienie wszystkich tych obaw i przesądów.
Na osobną wzmiankę zasługiwał także przedmiot, ponuro oparty o krzesło elfa. Broń ta wyglądała, jak wielki, czarny sierp, chwytany oburącz za prostą rękojeść, owiniętą rzemieniem. Mógł też przypominać ostrze kosy, postawione na sztorc na krótkim drążku, ale miecz nie kojarzył się nikomu z rolnictwem. Co bystrzejsi mogli nawet wiedzieć, jak ta broń się zwała, a był to Chopesz. Można było nią z powodzeniem ciąć większe kawały mięsa, niż zwykłym mieczem. Obok niego stała także oparta o stół laska, z gniazdem, w którym znajdował się fioletowy kamień, ametyst.
Siedział cicho, raz to zerkając na swój kufel, a raz na Alarona. Gdy ten skończył mówić, spojrzał po twarzach innych towarzyszy. Były nawet dwie kobiety. I ja, mam z nimi podróżować? Zadał sobie pytanie w myślach. Na Kirromentetla, to nawet nie jest śmieszne, to jest żałosne. I co ja mam, z nimi zrobić? Iść po jakiś durny artefakt? Co mnie on obchodzi?
- Z wielką śmiałością myślisz, że w ogóle przystąpię do tej wyprawy. – odezwał się w końcu, a nie brzmiał zbyt przyjemnie. Jego głos przypominał wicher wiejący wśród kurhanów, przywodził na myśl pobojowisko usłane tysiącami martwych istot, w zaawansowanym stadium rozkładu.
- Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? Nawet, jeśli bym się zgodził, co dostanę w zamian. Potęgę, bogactwo? Może jeden z tych artefaktów? Jak ten człowiek bystro wywnioskował, tej misji mogą podjąć się tylko szaleńcy. – w jego głosie było słychać nutkę ironii.
- Powiedz no, czemu w ogóle powinienem się tym przejmować? Świat znowu jest zagrożony? Żadna nowość, ten świat na to zasługuje, to przykre, że Wysokie Elfy mają być narzędziem bogów, którzy znienawidzili ten świat. Nie są tego godni, ale taki jest fakt. – uniósł się lekko nad stołem, spojrzał w twarz Alarona. Starał się dostrzec w tym magicznym wręcz mroku jego oczy, jego wzrok.
- Czy ja ci wyglądam na szaleńca? – odpowiedział do niego w dziwnym języku. Brzmiał dziwnie, bardzo dziwnie, a z akcentem Drowa przywodził na myśl żelazo, kute w piekielnym ogniu. Chciał sprawdzić, czy jest tym, kim myśli. |