Ciepło, czysto i pachnąco...
__________________________________________________ ____________
Wszyscy poczuli się znacznie lepiej. Odświeżeni, pełni wigoru, pełni kolorów. Kąpiel sprawiła, że odzyskali siły, dobry humor. Największym plusem oczywiście było to, że ich skóra znów była czysta. Czysta i miękka po użyciu wody oraz mydła. Nie było żadnego śladu po sadzy, popiele ani żadnych plam po zwęglonych krzesłach.
W głowach, pod mokrymi włosami, zaczynały rodzić sie pomysły. Chęć rozwikłania uczuć i kłębowiska myśli. Podzielenia się nimi z innymi. Usłyszeć głosy, kroki, jakiekolwiek dźwięki wydawane przez żywe istoty to było to, o czym w skrytości ducha marzyli. Cichy hol, puste pokoje, bezruch za oknem niepokoił. Nie czuli jednak strachu. Nie było gęsiej skórki, dziwnego przeczucia klęski. Nieruchome, ciepłe powietrze przyjemnie pachniało. Promienie słońca głaskały skórę i sprawiały, że wszystko wydawało się leniwe i senne.
Patrząc na pokoje rozjaśnione blaskiem słońca, drobinki kurzu wirujące w świetle promieni, ciepły brąz mebli i podłogi mieli przed oczami obraz przeciągającego się przed popołudniową drzemką grubego kota.
Nawet muchy nie latały w powietrzu tylko siedziały na kloszach lamp i ścianach, powoli czyszcząc nóżki.
Załącznik 482
[ukryj=lukadepailuka]
Lukas, dotarłszy do końca korytarza, stanął przed schodami. Dość wysokie, zabiegowe, przykryte czerwonym dywanem, z drewnianą poręczą. Po lewej pięły się do góry na kolejną kondygnację. Po prawej schodziły piętro niżej.
Lukas ruszył wyżej. Pod butami czuł miękkość chodnika, pod dłonią chłód drewna. Na spoczniku było okno w ścianie oraz dwa zapalone kinkiety pod sufitem.
Gdy stanął na kolejnym piętrze, zobaczył dokładnie taki sam korytarz, z jakiego przyszedł. Boazeria, tapeta, kafelki, kinkiety i drzwi po lewej i prawej stronie. A także jedne na końcu korytarza. Za plecami miał okno. Słońce przyjemnie grzało materiał garnituru.
Załącznik 483[/ukryj]
[ukryj=dzban]
Michael podszedł do okna. Było wysokie. Szklana tafla ciągnęła się od podłogi do sufitu na blisko całą szerokość korytarza. Osadzona w białych drewnianych framugach była czyściutka i przezroczysta jak powietrze. Zakrywała je firanka, której koniec leżał na kafelkach podłogi. Odgarnięte na boku i przywiązane do ściany, zwisały dwie zasłony. Jasnoczerwone, po oby stronach, przewiązane sznurem ze złotej nici.
Za szybą dostrzegł mały balkonik z metalową balustradą.
Michael odgarnął materiał w poszukiwaniu klamki od drzwi balkonowych. Nie znalazł jej. Ono nie było wyjściem na zewnątrz. Balkonik był tylko ozdobnikiem. Jednak mógł otworzyć okno i ochoczo z tego skorzystał.
Jego twarz owionął oddech miasteczka: ciepły, rozgrzany, pachnący drzewami i pyłem. Przekonał się, że na dworze jest równie ciepło jak w środku. Spojrzał w dół i zobaczył chodnik biegnący pod murem budynku. Spojrzał w górę i dostrzegł kolejny balkonik. Spojrzał przed siebie i zobaczył zupełnie blisko, kolejny budynek. Z podcieniem, ukwieconym balkonem. I witryną sklepową.
Załącznik 481[/ukryj]