| Uradowany i uspokojony w duszy błogosławieństwem, którym go obdarował kapłan usiadł przy stole.
- Możesz dołączyć. Zaspokój jednak moją ciekawość jakiż to statek po raz ostatni wypłyną z portu.
Jego kamienna mina, która powoli zaczęła ponownie przybierać ludzkie odruchy, nagle stała się smutna.
- "Złoty Wrak" Kapłanie. Ja Arthur Valdor byłem jednym z nawigatorów. Był z nami posłaniec pana mórz jednak i to nie ustrzegło nas przed pomiotami chaosu, grasującymi po morzu. Natknęliśmy się na Korsarzy... Nie wiem ilu z nas przeżyło i ilu z tych cało dotarło do brzegu, jednak "Złoty Wrak" chyba odszedł na dobre.
Spojrzał smutny na stół, jednak gdy tylko karczmarz podał piwo i skosztował jego łyk, od razu poprawił mu się humor. Nie należał do ludzi, którzy wiekami płaczą nad stratami. Wręcz przeciwnie, bardzo szybko przystosowywał się do nowych sytuacji i starał się znaleźć nowe miejsce na ziemi.
- Heh... Wyławialiśmy ten wrak trzy razy z dna i własnoręcznie żeśmy go odnawiali. To była już jedna wielka łata a wytrwał tyle co nie jeden. W tym jak już wspomniałem trzy razy odwiedził cmentarzysko statków. Niestety jak powiedziałeś Kapłanie ten rejs był chyba jego ostatnim. Choć wciąż mam szczerą nadzieje spotkać znajomą mi załogę. Żeglowaliśmy razem tyle lat i to my tworzymy prawdziwą duszę naszego okrętu!
Skończywszy swą mało ciekawą historię, zapewne w połowie zupełnie zaginioną w gwarze karczmy i przygotowań, spokojnie zaczął pić swe piwo i słuchać swych nowych towarzyszy rozmów.
__________________ Amatorzy zbudowali arke noego a profesionaliści Titanica...
Ostatnio edytowane przez Atanael : 02-07-2008 o 13:15.
Powód: 3 na trzy ^-^
|