| Zajmuję jedno łóżko. Kładę się tak by móc swobodnie obserwować reakcje innych na to, co mówię. -Żadne z nas nie zna tego pokręconego starucha, a on wydaje się wiedzieć o nas sporo. Podejrzewam, że to magister niebios. Całe to jego zachowanie na to wskazuje. Upatrzył sobie nas wszystkich byśmy ukradli te jego pamiątkę. I raczej nie spodoba mu się, jeśli którekolwiek z nas odmówi. Żadne z nas przecież nie chce zadzierać z magusem. Musimy, więc wszyscy udać się do Altdorfu. Jeżeli to zwykła włócznia to ukradniemy ją i po sprawie. Rozejdziemy się w swoje strony. Jeśli jednak zechce żebyśmy włamali się do grobowca pod jakąś świątynią, to tylko w Altdorfie będziemy bezpieczni. Zawsze możemy powiedzieć łowcą czarownic, czego ten dziwak od nas oczekiwał. Oni się na pewno nim zajmą.-
Przyglądam się wszystkim
„Pięknie. Wygląda na to, że spędzę z tą bandą trochę czasu. I pewnie to ja tu będę miał najwięcej kłopotów. Żaden z nich oprócz tego cyrkowca, do włamań się nie nadaje. Kim wogóle oni są?” -Wygląda na to ze spędzimy ze sobą trochę czasu. Wypadałoby się poznać. Nazywają mnie Ren. Jestem złodziejem i nie dbam o to, co sobie teraz o mnie pomyślicie. Pewnie już zauważyliście, że nie jestem zwykłym elfem. To przez to, że wychował mnie człowiek. Gdy miałem 6 lat może wyrzuciło mnie na brzeg. Nie pamiętam, co było przedtem. Uratował mnie kapłan Randala. Opiekował się mną jak swoim własnym synem i w końcu stał się dla mnie ojcem. Nauczył mnie wszystkiego o fachu. Kiedy miałem 25 lat rozstaliśmy się i do tej pory go nie widziałem. To wam na razie powinno wystarczyć. Teraz wy powiedzcie, kim jesteście lub przynajmniej, czym się zajmujecie.-
Teraz czekam uważnie na to, co inni opowiedzą. |