| Karczmarz przyjął zamówienie wszystkich siedzących w karczmie osób, po czym szybko pobiegł na zaplecze przygotowywać strawę oraz napitek. W tym czasie przy stoliku przy którym siedzieli żeglarze, oraz kapłan Shallyi rozgorzała rozmowa. Po kilku chwilach gospodarz przyszedł z tacą i rozdał każdemu jego zamówienie. Jedzenie było bardzo dobre, napoje zresztą też. Widać było iż mężczyzna jest profesjonalistą w swoim fachu i mogło delikatnie dziwić co robi na takiej prowincji, miast przygotowywać posiłki w jakimś wielkim porcie. Po obsłużeniu gości znowu przysiadł się ocierając czoło i na pytanie Sigfryda odpowiedział: - Widzisz kapłanie Pana Mórz. Od razu powiem Ci iż to święto nie miało godzić w niczyją wiarę. Można rzec że jest to bardziej festiwal, niż pełnoprawne święto. - ciągnął - Zabawy odbywają się tutaj od jakichś trzech lat. No może trochę dłużej. A są one organizowane na cześć naszego darczyńcy - Klausa Stortebeckera. Władze mianowały go największym piratem ostatnich lat, choć dla ludzi takich jak my - mało zamożnych - jest on największym darczyńcą. Nie będę wam wyjawiał moi drodzy faktów z jego życia, gdyż o nich dowiecie się wieczorem, gdy bajarz będzie opowiadał coroczną opowieść o tym człeku wielkiego rozumu i serca. Ale powiem wam, iż gdyby nie Stortebecker, teraz pewnie nie siedzielibyście w mojej karczmie i nie popijali tak pysznego trunku. Dzięki niemu zostało założone wiele mniejszych lub większych przybrzeżnych wiosek w tych stronach. Co z tego że rabował statki Imperialnej flotylli wojennej oraz okręty handlowe Imperium i Bretonii? Bogacze i tak mają już takie majątki, że więcej im nie trzeba, a nam biednym każde grosiwo życie może uratować. - Powiedział uśmiechając się po czym dodał jeszcze - Poczekajcie panowie do wieczora, a dowiecie się więcej na temat tego zacnego męża. - potem czekał na ewentualne pytania...
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) |