| Elf chciał wypytać o legendarnego pirata, jednak wiedział, iż wkrótce usłyszy aż nadto. Zajął się posiłkiem i sokołem. - Czyżbyś również był kapłanem szlachetny przybyszu którego imienia jeszczem nie usłyszał? Z szaty na takowego wyglądasz… a czyżby to był symbol Shaylli? Myślałem, że jedynie kobiety zostają tam kapłankami? Jak to z tobą Panie jest, jeśliś łaskaw udzielić odpowiedzi? Jestem Lilawander – przemówił głośniej do zebranych przy stole, skoro już wspólnie siedzieli, rozmawiali byłoby miło gdyby każdy choć z imienia się poznał, tym bardziej , że ciekawe osoby przy stole się zeszły. - A czy wstrzemięźliwość nie każe samej pić wody? Choć wiem, wiem, pokusy ciała czasem silniejsze od zasad. No chyba, że i wstrzemięźliwość ma swoje granice, ale po cóż umęczać doczesne ciało, skoro tak krótko nam dane jest je posiadać?
Dla elf krótko stanowiło swoistą koncepcję, nie bez powodu połączoną z awanturniczym sposobem życia, który często śmiertelnikom skracał jego długość. Dla ludzi takie słowa z ust elfa brzmiały chyba jednak dośc dziwnie, biorąc pod uwagę ile żyją elfy.
Do Artura Valdora rzekł zaś. - Nie martw się Arturze, nowa załoga nowi znajomi. A dziwi mnie nazwa statku, która z razu wydała się złowróźbną. Czyż ten co nadawał mu imię nie wiedział jak mocno wiąże się ono ze statkiem? No cóż tak to jest gdy znajomość starych morskich prawd niknie w żyłach rozpitych marynarzy. Tym bardziej cieszy mnie obecność kapłana, wszakże strażnica to wiedzy morskiej nieprzebadana. |