- Mówisz "Złoty Wrak" – poczym Sigfryd zaczął przeglądać swoją księgę. Przerzucił strony na Marienburg.
- No tak jest, pierwotna nazwa "Cyklon" port Neues Emskrank koga o ożaglowaniu prostym, właściciel kupiec John Strass. Rzeczywiście są wzmianki o częstych pobytach w doku. Kto teraz był jego właścicielem. – po tych słowach spojrzał na Artura.
- Zacny zamiar być najlepszym nawigatorem, ale ciężki kawałek chleba.
"Dziwny jest ten kapłan, nie bardzo mi wygląda na wyznawcę Bogini Miłosierdzia."
Wprawdzie prawidłowo używał języka klasycznego, ale to nie czyni go w końcu kapłanem.
- Spokojnej drogi i lekkiej fali. - Cóż tez sprowadziło do takiej dziury kapłana Shaylli. Słyszał, iż wasz kult wyklęto w Imperium spod prawa, za pomoc mutantom, podobnież jakieś krwawy rytuał musisz przejść, aby zostać kapłanem, a wszak wiadomo, iż kobiety są najbardziej krwiożerczymi istotami pod tym niebem. Mówią, iż w końcu objawiło się wasze prawdziwe oblicze, gdyż wielu z tych, co leczyliście zmarło mutantami.
„Zaraz się przekonamy, kim faktycznie jest, bo szatkę każdy ubrać potrafi.”
Wypytany karczmarz zdradził trochę wiadomości o świecie.
„Nie ma się, co przejmować wszak w każdym prawie mieście jest jakieś święto upamiętniające, jakiego bohatera. Dziwne trochę tylko, iż nigdy o kimś takim nie słyszałem”.
W kącie karczmy grajkowie rozpoczęli ćwiczenie nowej pieśni, posłyszawszy ją karczmarz zerwał się i mimo swojego miejsca chwycił barda za ubranie.
- Nie waż się tego więcej grać. Zabiją cię, jeśli to usłyszą a moją karczmę puszczą z dymem to paskudna Marienburska propaganda, graj inne pieśni o nim ale nie tą.