| Zapadła cisza, a przynajmniej Petr odnosił takie wrażenie. Może tylko ignorował wszystkie dźwięki otoczenia poza tymi, które dobiegały z obserwowanych zarośli? W każdym bądź razie stamtąd istotnie nie dobiegały go żadne odgłosy.
Wciąż stał nieruchomo trzymając dłoń na rękojeści pistoletu. Obserwował, nasłuchiwał, czekał. To zadziwiające jak w niektórych sytuacjach traci się poczucie czasu. "Jak długo to trwa?" przemknęło mu przez myśl. Kilka sekund? A może kilka godzin? Z jednej strony wydawało mu się że dopiero przyszedł i zaledwie przed momentem przyglądał się tej dziwnej, tyczkowatej roślinie. Z drugiej mógłby przysiąc, że czai się tu na ukrytego w krzakach wroga już tak długo, że zaczyna zapuszczać korzenie.
Po kilku minutach przyglądania się bezładnej, zielonej plątaninie patyków i liści do głosu zaczęła dochodzić jego wyobraźnia. Czasami wydawało mu się, że z gąszczu wynurza się pistolet. Czasami była to czyjeś ręka. Innym razem cała roślina wybrzuszała się, jakby chciała z siebie wypluć rozwścieczonego napastnika. Nic takiego się jednak nie działo. Wszystko to tylko wiatr, refleksy świetlne i gałęzie.
Gdy już zaczynał myśleć, że miał omamy i hałas dobiegał nie z zarośli, a z wnętrza jego głowy, znów usłyszał stamtąd coś co najmniej niepokojącego. CHRUP... CHRUP... CHRUP....
Jakby ktoś siedział w środku i dla zabicia czasu łamał suche gałązki. "Lub kości" pomyślał Petr.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |