| Drow szeptał przekleństwa wyrażając swoje niezadowolenie. Nie chodziło bynajmniej o marne efekty ostrzału. W zasadzie wcale nie spodziewał się więcej. Dobrze wiedział, że kusza nie była najlepszym narzędziem do walki ze szkieletami i był nawet nieco zaskoczony, że udało mu się wyrządzić im jakąkolwiek krzywdę ("jeśli można to nazwać krzywdą, skoro ta kościana pokraka poszła dalej..." - pomyślał). Irytowało go jednak coś innego. Zaatakował ich przede wszystkim po to, by ściągnąć na siebie ich uwagę i ta część planu zupełnie nie wypaliła. Truposze nie dość, że nie rzuciły się na niego, to jeszcze zdawały się go zupełnie ignorować. Bezmyślnie parły naprzód chcąc za wszelką cenę okrążyć jezioro.
Pięciu poszło drugą stroną, reszta podążała w jego kierunku. Co prawda kusznicy byli w pewnej odległości, jednak nadal stanowili pewne zagrożenie, a nawet gdyby ich nie liczyć, było jeszcze trzech pieszych. Odwrót wydawał sie oczywistym rozwiązaniem, jednak elf nie brał nawet pod uwagę wycofania się, bez wcześniejszego starcia z wrogiem...
Tym razem nie chodziło już o działania zaczepne. Teraz chodziło o odesłanie kogoś do piachu. "Do piachu..." To określenie wydawało mu sie całkiem na miejscu. W końcu nie mógł ich zabić, ani wypruć im wnętrzności. Roztrzaskiwanie czerepów nie dawało pożądanych efektów. "Odsyłanie do piachu" było jednak zawsze aktualne.
Nie spuszczając napastników z oczu, zawiesił sobie kuszę na plecach. Ścisnął rękojeść miecza dokonując w myślach szybkiej kalkulacji. "Kusznicy są za daleko, a nawet jeśli znajdę sie w ich zasięgu raczej nie zdążą złożyć się do strzału. Teraz ta trójka... Trzech to za dużo, ale... gdyby tak chociaż jeden worek kości udało się porąbać wystarczyłoby mi to do szczęścia. Przynajmniej na razie. Tylko który? Ten bez głowy? A może ten, który minimalnie wysuwa się naprzód? Nieee. - Nathiel uśmiechnął się patrząc na kościotrupa idącego po lewej stronie, a wiec najbliżej jeziora. To był jego cel. Wystarczyło tylko poczekać jak podejdą trochę bliżej, a później rzucić się na przód i wykonać jedno lub dwa cięcia mieczem. Mocno, precyzyjnie i przede wszystkim błyskawicznie. A później wskazanym byłoby ulotnić się w podobnym tempie.
Przez chwilę zastanawiał się jeszcze w które miejsce uderzyć. Wybór padł na kości udowe. Były nieopancerzone, a poza tym kościej miałby problem z zasłonięciem ich za pomocą tego żelastwa. Co prawda odrąbanie odnóży nie gwarantuje całkowitej eliminacji napastnika, niemniej jednak na pewno wyłączy go z dalszej walki. "Najwyżej później się go dobije..."
W końcu nadeszła tak długo wyczekiwana chwila. Drow ruszył do przodu najszybciej jak umiał. Nie czuł strachu, ani wątpliwości. Dokładnie wiedział co miał zrobić. Unik, cięcie, odskok. Sejmitar wydostał się z pochwy z charakterystycznym, metalicznym dźwiękiem.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |