| Alexander popatrzył na Lysandra i uśmiechnął się lekko. Ten człowiek był być może trochę dziwny, a jego religia z pewnością do takich należała, ale w końcu co to za różnica? W tych popieprzonych czasach normalność była towarem mocno deficytowym. Zresztą co oznaczała moralność? Co na dobrą sprawę oznaczała religia. Jeżeli dawała komuś radość i nadzieję, to dlaczego miano by z niej rezygnować? Jeżeli dawała te dwie rzeczy, jeżeli pozwalała komuś obudzić się rano z chęcią przejścia jeszcze paru kroków, z chęcią przeżycia kolejnego dnia to czy mogła być zła? -Masz kaznodziejo, smacznego- powiedział podając mu butelkę. Słowa chociaż mogły wydawać się cyniczne Olszański wypowiedział je ze spokojem. W jego ustach słowo kaznodzieja zabrzmiało lepiej, niż u niejednej osoby: ksiądz.
Popatrzył jak Shrike nalewa sobie trunku i oddaje mu butelkę. Kiedy tamten upił łyk Alex odezwał się ponownie -Nie przejmuj się tym, że zostałem w coś wciągnięty. Sam potrafię się doskonale wpędzać w kłopoty, a w tych mam przynajmniej towarzystwo. A jeżeli chodzi o jakąś wspólna wersję ... wymyślmy jakiś cel naszej podróży. Najlepiej, żeby wyglądało na to, że podróżujemy razem dla wygody. Co jeżeli chodzi o moją osobę jest po części prawdą ... - Kierowca popatrzył w gwiazdy.
__________________ Ride into this world/All alone/God takes your soul/You’re on your own.
The crow flies straight/A perfect line/ On the devil’s back/Until you die.
Gotta look this life in the eye |