Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-11-2008, 20:48   #93
Revan
 
Revan's Avatar
 
Reputacja: 2 Revan wkrótce będzie znany
$: 59 045
Steve jeszcze nigdy nie był w takim położeniu. Przynajmniej do tego, co w pustyni natrafił nikt nie rościł sobie specjalnie roszczeń, ewentualnie dzikie zwierzęta, które wylegiwały się w pobliżu naprawdę dużych gambli, a i wtedy je omijał. Wolał żyć w spokoju z naturą, jak ona żyła z nim. Problemem natomiast byli ludzi, gdyż ci do zwierząt całkiem niepodobni, byli nimi w istocie, to tak, jakby wilka przebrać za konia i kazać mu jeść banany jak małpce, parodia ludzkości.

Siedział spokojnie z resztą drużyny, wieczór mijał, ludzie w barze pili, krzyczeli, i się bawili, każdy jak umiał. Mimo całej ten otoczki, nie mógłby wytrzymać pośród ludzi dłużej niż tydzień, góra dwa. Ludzie są istotami stadnymi, człowiek nie potrafi być człowiekiem bez innego. W takim razie kim ja jestem, pomyślał Steve, uśmiechając się w duchu. Naprawdę, cieszył się, że nie musiał żyć pośród tego motłochu, że był zdany tylko na siebie, na swoje możliwości, życie dla niego było całkiem proste, a wyznaczał mu je pustynny wiatr. On był jak drobina piasku, porywana przez ten wiatr. Nie mógł wyobrazić siebie, jako jakiegoś handlarza w miejscowości poskładanej w większości z odpadków starego świata, złomu, samochodów, śmieci. Nie mógł się osiedlić nigdzie, nawet gdyby chciał. Był wolnym duchem, twierdził, że każdemu przeznaczony jest inny los, gdy ludzie czasem go o to zapytywali, czemu trudni się tym, czemu żyje na pustyni, z dala od ludzi.

Pustynia to mój dom – odpowiadał. – Niczym nie różni się od twojego, tylko, że ja nie potrzebuje ograniczonej przestrzeni, aby poczuć się jak u siebie – dodawał zazwyczaj. Westchnął, popatrzył na swojego druha, leżącego pod szpulą. Nie dla mnie to wszystko, pomyślał. Wziął plecak i wyszedł z wilkiem, nużyła go atmosfera tego lokalu, pójdzie pooglądać niebo. Zawsze je miał nad sobą, i nigdy nie mógł się poczuć bezpiecznie otoczony ze wszystkich ścianami, i sufitem.

Przestąpił próg, odetchnął świeżym powietrzem. Zaduch w barze był nie do zniesienia. Kapelan, oraz ich nowy znajomek, Alex siedzieli razem na wozie, popijając bimber. Każdy ma swój sposób na życie. Z ulgą spostrzegł, iż gwiazdy wciąż bystro błyskały z nieba do niego, nie zniknęły. Wciąż wytyczały kierunek, wciąż były natchnieniem, jak i zagadką dla wielu ludzi. W tym także dla czerwonoskórego, ale zazwyczaj ograniczał się do ziemskiej egzystencji.

Minął wóz, a gdy jego kompani spojrzeli na niego, uśmiechnął się tylko lekko.
- Idę się przejść - rzucił. Nie chciał spać w lokalu, znajdzie sobie jakieś ustronne miejsce w mieście, gdzie położy się wśród sterty gruzu, czy zdezelowanego wraku, i zaśnie ze swoim kompanem przy boku. Zdecydowanie nie czuł się za dobrze w mieście. Zresztą, nie miał zbyt wielu gambli, z którymi chciałby się rozstać, a to, co zagrabili jego przyjaciele, należy do nich. Nic nie wymagał nigdy od nich, zresztą, wiele razy zrekompensowali mu się z nawiązką. Steve nigdy nie pociągnął za spust.

Rano z pewnością obudzi się dość wczesnym rankiem, na tyle, by spokojnie poczekać na resztę drużyny, gdy ta będzie się zbierać do drogi. No i z pewnością dowie się, kiedy przyjedzie cały ten pułkownik.
 
__________________
Gimme brain... More brainzzz... Brains I said!

gg: 3777067
Revan jest offline