| Feliks cały czas był pogrążony w myślach tylko spojrzał na wychodzącą Calien potem na Joachima. Nagle przypomniał sobie o niedojedzonym posiłku na talerzu. - A więc Joachimie my śpimy razem… Ja zaraz do ciebie dołączę dojem tylko resztę kolacji. W tych warunkach bogowie raczą tylko wiedzieć, kiedy trafi się nam kolejna okazja żeby zejść.
Gdy został sam w alkierzu szybko wyszperał z torby pergamin podziękował w duchu bogom ze papier nie zamókł. Szybko skreślił kilka krzywych zdań prawą ręką przeklinając cicho ból w ranie i obiecując sobie solennie ze bez pomocy Calien nie ruszy nosa poza karczmę.
Gdy skończył pisać zwiną dokładnie pergamin i schował w zanadrze. Cicho pojękując zebrał swój dobytek i zaniósł go do pokoju. Szybko się rozebrał delikatnie sprawdził opatrunek zaklął perfidnie widząc ślad krwi na bandażu. Jednak po kolorze krwi i wielkości krwawienia wywnioskował ze nie było to mocne krwawienie i zdarzyło się wcześniej najprawdopodobniej w czasie pogoni za żakami lub jeździe powozem.
Umył się pośpiesznie narepetował kuszę załadował i schował pod łóżko. Jeden ze sztyletów wsadził pod poduszkę. Tak zabezpieczony zasną niespokojnym snem.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |