Janina „Jaśka" Gąbczewska
Pomroczność jasna
Kiedy Słońce było Bogiem
Janina wzięła bardzo głęboki oddech, niczym przed skokiem w wodę, a następnie odważnie przekroczyła bramę grodu. Przechodząc przez nią zauważyła dwóch zbrojnych mężczyzn pilnujących bramy. Jednak nie zauważyli oni jej obecności.
Po wejściu do grodu oczom Joanny ukazały się drewniane chatki kryte strzechą, mnóstwo ludzi krzątających się po grodzie tu i tam, a także jeszcze większa ilość zapachów.
Niedaleko miejsca w którym przystanęła Jaśka, obserwująca z rozdziawionymi ustami całe otoczenie, stała nieduża chatka.
Jaśka powoli ochłonęła. Jakoś nadal nie mogła sobie przypomnieć, gdzie jest. Postanowiła rozejrzeć się po grodzie, a nóż coś się przypomni? Pierwsze kroki skierowała do niewielkiej chatki stojącej nieopodal niej. Przed chatą siedziało dwóch garncarzy - starszy i młodszy. Obaj tak podobni do siebie, że Jaśka nie miała wątpliwości, że widzi ojca i syna.
Młodszy siedział przy kole garncarskim i sprawnie kształtował naczynia:
Starszy zajmował się ich ozdabianiem:
Jaśka, jak zwykle ciekawa świata, podeszła bliżej, aby przyjrzeć się ich pracy i samym garnkom. Młodszy z rzemieślników nucił coś pod nosem, ale bez słów. Pieśń była dość monotonna... Jaśka stwierdziła, że sama by się chętnie pouczyła wyrobu garnków starymi metodami. W końcu dawna sztuka była ostatnio w modzie i nieźle by mogła na tym zarobić. Starała się więc łowić każdy ruch i gest garncarza. Stwierdziwszy, że chyba wie co i jak podeszła do starszego z mężczyzn. Starzec przy pomocy niewielkiego zaostrzonego patyka ozdabiał garnki wykonane przez młodszego. Nucił przy tym pieśń:
Kniaź mąż umny, mocny, silny wici posłał,
Drużynę zebrano by na wojnę poszła,
Gańba wojom co z walki przed wrogiem uszli, lubo słabo bili,
Gańba wojom co z walki przed wrogiem uszli, lubo słabo bili,
Kiej by woje wrócą, mać ich czeka, ileż wody spłynie
Oj nierychło wrócą, płacz będzie w krainie.
pieśń była ckliwa i miała nieco żałobny ton. Jaśce zrobiło się ciężko na sercu, napłynął smutek i żal. Niespodziewanie z chaty wyszła młoda kobieta. W sumie niby nic dziwnego, gdyby nie brosza, którą miała na ramieniu i wisior na jej szyi.
Jaśkę olśniło, poniważ w pamięci miała doskonale zachowany obrazek przedstawiający dokładnie taką samą chatę (a właściwie resztki takiej chatki), wisior i broszę. Obrazek był zamieszczony w "Przyjaciółce", tekst po nim głosił:
"profesor Aleksander Bursche odkrywa w Biskupinie chatę garncarza wraz z niezwykłym wisiorem i broszą ....." Dalsza część tekstu umknęła Janinie z pamięci.
-
Biskupin! Ha! zakrzyknęła. W końcu wie, gdzie jest i chyba kiedy... Janina uczyniła kolejny spory wysiłek umysłowy, starając się przypomnieć sobie datowanie Biskupina. W końcu sobie przypomniała (chociaż nie do końca)
gdzieś tam przed naszą erą, aż po X lub XI wiek!.
Do jestestwa Jaśki dotarło, że siedzi gdzieś kole X wieku w grodzie, nie wiadomo czy z tego jakoś wyjdzie. Nieco przerażona tą myślą siadła sobie na ziemi. Załamanie przeszło równie szybko jak i przyszło ... Janina wstała i poszła dalej. Tuż za domem garncarzy, przed chatką siedziała młoda dziewczyna. Zajmowała się przędzeniem wełny:
"A więc tak to się kiedyś robiło ... " pomyślała w duchu Janina. Przędzenie wełny z pewnością nie było dla niej. Kobieta wykonywała wiele trudnych czynności naraz. Janina poszła dalej... zza rogu do jej nosa doszedł zapach... I to zapach nie byle jaki. Coś pachniało miodem i alkoholem. Niewiele myśląc ruszyła w tamtą stronę ... "coś mnie suszy, napiłabym się coś i zjadła...". Za rogiem przed chatą na kilku pniakach oraz jednej ławie siedziało kilka starszych i młodszych osób. Popijali coś z kubków (to owo coś pachniało miodem i alkoholem), jedli chleb i jakieś wędzone mięsko.
Ślina mimowolnie napłynęła, Jaśka poczuła głód i pragnienie. Niestety żadna z prób wzięcia jednego kęsa czy maleńkiego choćby łyczka nie dawała rezultatu. "Cholera! To ja tu się męczę, pomagam i co mam z tego ?" Jaśka wpierw w duchu, a później półgłosem wyrzuciła z siebie żale...
Przed Jaśką nie wiadomo skąd pojawiła się młoda kobieta.
Była piękna ... ubrana w coś podobnego jak mieszkańcy Biskupina, ale znacznie lepszej jakości. Nikt poza Jaśką nie zauważył jej przybycia.
-
Jaszka, Jaszka.... kobieta odezwała się wprost do Janiny. Mimo innego wyglądu Janina bez pudła rozpoznała mowę Ladiji.
-
Mateńko! Ladija? To Ty? Co ja, co Ty, cholera co tu się dzieje? na niewielkim przydechu Janina wyrzuciła z siebie wątpliwość. Ladija roześmiała się perliście, następnie odezwała się ponownie:
-
Owszem to ja. W Twoim świecie nie mogła mówić w Twoim języku, bo to nie mój czas, tu, tu nazywam się Łada lub Ladija i potrzebuję Twojej pomocy. Pomożesz mi?
W głowie Jaśki lęgło się z milion pytań i drugie tyle wątpliwości. Mogła w końcu dowiedzieć się co i jak ...