| Mergott - karczma - sklepik Hermolaus'a Globpfetter'a (pod wieczór) Zasypana pytaniami Venefica przygasła nieco. Spojrzała na Nassaira, ale ten milczał jak zwykle, nieporuszony. Nie mogła nawet odczytać nic z wyrazu jego twarzy - była szczelnie zasłonięta, a gogle odbijały jedynie blask świec. Została sama z wieloma pytaniami, na które przecież nie znała odpowiedzi. Ich nowi towarzysze zdawali się pełni werwy do działania, mieli zadanie i po prostu chcieli je wykonać. Nie wiedzieli jeszcze, że... to nie jest i nigdy nie będzie takie proste. I w nich pewnie ta energia się wypali, po kolejnym i kolejnym niepowodzeniu, kolejnej śmierci przyjaciela...
- Była z nami jeszcze jedna osoba - odpowiedziała na pytanie Krdika - Czarny Baron Calistan. Dotarł z nami aż tutaj, ale na krótko przed Waszym przybyciem pożegnał się z nami i poszedł w swoją stronę. Pewnie dlatego był wspomniany w liście, Calanis nie mógł o tym wiedzieć.
Półelfka zrobiła krótką pauzę, jej myśli powędrowały w stronę stygnącej balii z wodą w sąsiednim pokoju. Ten młody człowiek, Hektor, przerażał ją nieco.
- Szukamy Kamienia Dusz z polecenia Gildii Magów. Po co im on - nie pytaliśmy, ale z pewnością mają swoje powody. Wiem, że wiele osób próbowało go już znaleźć, ale nikomu jeszcze się nie udało. Ja też słyszałam o nim różne rzeczy i pewnie nikt nie wie czym on jest naprawdę. No chyba, że wiesz Ty Hektorze i będziesz chciał się tym z nami podzielić. Calanis pisał, że masz dużą wiedzę o nim...
Po tej wymianie zdań Venefica zwlekała z decyzją o wyruszeniu. Była rozdarta między własnym zmęczeniem, a poczuciem obowiązku na dodatek spotęgowanego przez powierzenie jej roli "szefa", w której absolutnie nie czuła się dobrze. Tęskniła za balią z gorącą wodą i miękkim łóżkiem. Wiedziała, że jeśli teraz zrezygnuje z relaksującej kąpieli później już jej nie zażyje. Zbyt niewielkie mieli fundusze na takie zbytki luksusu, a jeśli mieli wkrótce wyruszyć znowu, musieli uzupełnić swoje ekwipunki. Półelfka nie miała nawet płaszcza...
Wreszcie pod naciskiem kilku pytających i zniecierpliwionych spojrzeń zdecydowała się ruszyć na poszukiwanie gnoma.
Zadanie to nie było trudne. Wystarczyło kilka pytań zadanych "tutejszym", a bardzo szybko odnaleźli właściwą, małą uliczkę z kilkoma niewielkimi kamienicami, a wśród nich, na parterze - sklep Hermolaus'a Globpfetter'a z cudami i różnościami z całego świata. Gnom okazał się być niziutkim, starym i łysym przedstawicielem swojej rasy, o wielkich włochatych uszach i pomarszczonej, zielonkawej twarzy. Chodził ubrany w długie, egzotyczne szaty, a na nosie miał wielkie, grube binokle, podobne nieco do gogli Nassaira.
Sklepi Globpfetter'a przypominał nieco zagraconą wszelkiej maści śmieciami norę. Niezwykle niskie drzwi, dobre dla krasnoludów czy gnomów, lecz zmuszające wszystkie wyższe istoty do pochylania głów, były typowym przejawem pogardy dla każdego, kto był choćby o kilkanaście centymetrów wyższy od gnomów. Stworzenia te znane były bowiem z dwóch rzeczy. Przede wszystkim ze swojej inteligencji, sprytu i wynalazków. Oraz z traktowania wyższych od nich osób co najmniej z niechęcią i ironią. Choć pan Hermolaus Globpfetter mieszkał w Mergott i siłą rzeczy musiał tolerować "wysokich", na wszelki wypadek do pierwszej rozmowy nie wiadomo przez kogo został delikatnie acz stanowczo popchnięty Krdik Ungart. Gnom zmierzył ostrym wzrokiem wchodzącą grupkę, która wypełniła całe pomieszczenie, zagracone od ziemi aż do sufitu wszelkiej maści urządzeniami, bibelotami, książkami, rysunkami, mapami, naczyniami, przedmiotami niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia - jednym słowem różnościami z całego świata. Widząc podchodzącego krasnoluda na nim skupił swój ostry wzrok, poprawił binokle i odchrząknął. Nim ten zdołał cokolwiek powiedzieć gnom nagle odwrócił się w stronę Johanna i wydał z siebie dziwny skrzekliwy głos, poczerwieniał na twarzy, zatrząsł się i wrzasnął:
- To Ty! Ty! Joachim Raabe! Jak śmiesz tu przychodzić, złodzieju! Oszuście! - wrzeszczał i wymachiwał przy tym szaleńczo rękami ponad głową. To z pewnością nie było najlepsze wejście...
__________________ - Wymień różne ludy - poleciła panna Lupescu. - Już.
Zastanawiał się chwilkę.
- Żywi - rzekł. - Eee. Umarli. - Umilkł. - Koty? - dodał niepewnie. Neil Gaiman Księga Cmentarna |