| - Zło Andresa Ren!
Wykrzyczał te słowa prosto w twarz kapłana. Jego złość rozszalała się na dobre. Powód tego był prosty, niczego nie mógł się dowiedzieć i z nikim zaufanie porozmawiać. Chwilę potem milczał i czekał, aż złość go opóści. Cisze przerwał grzmot burzy, a błyskawica która przed odgłosem ukazała się rozświetliła całe podwórze. Andres zauważył, że ktoś ich obserwuje. Stał tak przez chwilę wpatrująć się w okno, w którym ukazała się jakaś postać. Po chwili zwrócił się do mężczyzny, który nie szczędził sobie katuszy.
- Dobrze kapłanie, nie zawracam ci już głowy. Mam nadzieje, że zaznasz spokoju. Życzę powodzenia Miałeś swoją szanse kapłanie. Jeśli jesteś po mojej stronie mogliśmy sobie pomóc, jesli jednak po przeciwnej, to mam nadzieje, że zaznasz jeszcze wiekszej krzywdy, iż sam sobie ową zadajesz. Co teraz? Dokąd?
Andres skierował się do kanienicy, z której jakaś postać się im przyglądała
__________________ Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom |