Hektor wielce zadowolony z honorów, jakich dostąpił, popijał sobie bez umiaru. Na trzeźwo gęba mu się nigdy nie zamykała, a co dopiero, gdy kilka kubków oszałamiającego trunku wypije. Siedział wśród najdostojniejszych rycerzy, jak równy z równym, szczerze to miał już dosyć armii
Boemunda, psa zawszonego, który to na jego żartach poznać się nie potrafił.
- … no i ja wtedy na genialny pomysł wpadłem, by go moim uściskiem skrępować jak dziecko, bom silny jak tur – Hektor napiął muły, zresztą już nie pierwszy raz dzisiejszego wieczora, bo tak się składa, że każdemu, kto tego do tej pory nie słyszał, opowiadał, a po kilku kubkach trunku, opowiadał nawet tym, którzy to już słyszeli. – ale odłóżmy na bok opowieści o moich rycerskich cnotach i zajmijmy się tym oto gołąbeczkiem, który to siedzi naprzeciw nas. Trzeba przyznać, że hrabiemu udała się córeczka, ptaszyna w wiek wchodzi najpiękniejszy, szczęśliwy ten, który jej rękę dostanie. – Hektor zamilkł na chwilę – Po prawdzie to może i ja bym o nią, kiedy poprosił. Stary dziad się zemnie robi, to i jakiej młodej panny trzeba by poszukać. Wiele ci ja widziałem na świecie, bo zwiedziłem niejedno miejsce. Powiem wam, że baby wszędzie inne i takie same. Na północy gdzie diabeł, co roku uczty wyprawia, kobiety mają jasne włosy jak u anioła, dorodne są tak, że by stado niemowląt sama jedna kobieta swymi cudami wykarmiła, ale do tego są też tęgie jak niejeden chłop, a wszystko, dlatego by móc się przed diabelstwem wszelkim ochronić. – Hektor nie odrywał wzroku od dziewczyny – pewnie się zastanawiacie, jak to możliwe, że na północy diabeł, gdzie tu, na południu jego wyznawców pełno. Ano świat w kleszczach piekielnych jest. Noc szybko pokonuje dzień, a i czasem takie niesamowite kolory na niebie się pojawiają, czasem zielony, czasem niebieski, ale i często czerwień, jakby niebo krwią ktoś pomalował. - Hektorowi przez mocny trunek, zapomniało się, że rozmawia z Normanami, a nie z rodakami, czyli mieszkańcami Świętego Cesarstwa Rzymskiego -

Magia i piekielne dziwy potrafią zauroczyć tam człowieka, że i wracać w rodzinne strony nie chce. Jednak gdyby nie jechać na północ, tylko swego konia zwrócić ku ziemią Rusi, to naprzeciw wyjdzie wam krasna dziewka, o złocistych włosach zaplecionych w długi warkocz. O ile Ruś to dzikie stepy i piękne dzieweczki, to, jeśli chodzi o Polskę, to tam zastaniecie najlepszy miód, który potrafi jak żaden inny ściąć z nóg. Oczywistym jest, że tak dobry miód to tylko przez półboginie podawany być może. Jednak, po co szukać za granicą, gdy i w moim rodzimym kraju zastać można najprzedniejszej urody dziewki. Niektórym w gust one nie pasują, bo ostrą rysą, iście rzymskiego pochodzenia, się charakteryzują. –
Hektor pociągnął długi łyk z kubka - Jednak, czym byłaby kobieta bez tej jej wrodzonej flirciarskiej sztuki, którą omami każdego, kusząc do złego jak niejeden przedni sługa szatański. Co też potwierdza obawy klechów, aby to kobieta była ucieleśnieniem zła, przeto i czasem się je pali na stosie. Nie mnie oceniać słuszność tych czynów… jednak nie o tym mowa, toteż wróćmy do frankijskich dziewcząt. Właśnie tak moi mili, dobrze słyszeliście. Nigdzie na świecie nie znajdziesz kobiety, która by potrafiła tak flirtować. Niejedna przygodę z tymi kobietami spotkałem, ahh pod każdym względem człowiekowi wydają się idealne, chodź to ich wieczne gadanie, człowieka po czasie do frustracji doprowadzić może. Jest też wiele innych miejsc, którym Bóg pięknych kobiet nie poskąpił, ale wiedźcie jedno, że ta przed wami do tych najcenniejszych należy. Dziś obozu broniła przed szatańskimi sługami, ojca ma z szlachetnego rodu, który to niejednego w dzisiejszej bitwie dokonał, do tego urody los jej nie poskąpił. – Hektor zamglonymi oczami spojrzał na
Rogera. – młoda oderwać wzroku od ciebie nie może, lepiej śpiesz się z zalotami, bo sam się jeszcze za nią zabiorę, a jak do tego dojdzie to i nic jej już nie uratuje. Dziewka, która raz wpadnie w moje miłosne sidła, nigdy z nich dobrowolnie nie wychodzi. – Hektor zaśmiał się donośnie i ziewnął. Po chwili przymknął oczy i zsunął się z krzesła. Usnął pod stołem, a kubek, który trzymał w ręce, poturlał się pusty po podłodze. Sniły mu się po kolei wszystkie dziewki, o których przy stole opowiadał, toteż uśmiechnięty spał w najlepsze.