| "Półtorej klepsydry…"Elfowi spodobał się ten sposób mierzenia czasu, na chwilę przystanął przyglądając się jak piasek przesypuje się z jednej do drugiej części klepsydry. W sypiącym się piasku było coś magicznego, elf mógł niemal zobaczyć jak przelewają się cenne krótkie chwile zaklęte w każdym ziarenku pisaku. Sama klepsydra podsunęła mu pomysł nad rytuałem zmieniającym naturę czasu. Może zdołałby go zatrzymać, cofnąć, przyśpieszyć? Może nie była to dziedzina w której mag cienia byłby jakoś specjalnie uzdolniony, wiedział jednak, że nie jest to niemożliwe. Potencjalnie długie życie pozwalało mu na zbadanie każdej ścieżki i posługiwanie się każdym rodzajem magii, na razie jednak wciąż czuł, że na swoim polu ma sporo do zrobienia.
Pozdrowił przyjaciół gdy się rozdzielali sam jednak nie za bardzo wiedział co robić. Postanowił chociaż znaleźć się w pobliżu gildii gdyż z tego co pamiętał to chyba gdzieś w tej okolicy napadnięto go i Felixsa. Napastnikom chodziło o białego maga – jednak elf wmieszał się w walkę i nie zamierzał stać się kolejnym celem.
Nie nałożył jednak żadnych zaklęć ochronnych, póki nie miał zezwolenia każdy czar był ryzykowny, poza tym mógł jej użyć w każdej chwili. Zapewnił sobie jednak oczy w powietrzu wysyłając Agrama aby jak zwykle patrolował teren wokół niego. Nie zamierzał dać się ponownie zaskoczyć przez zbójców, strażników właściwie się nie obawiał, ale i z nimi wolał nie mieć do czynienia.
Był już wyraźnie spokojniejszy, choć wiedział, iż przyjdzie mu żyć w tajemnicy. Tajemnica i ukrywane sekrety to było jednak to co sprawiło, że właśnie taką magią posługiwał się a nie inną. Fascynowały go wszelkie tajemnice, zamaskowane sprawy, nierozwiązane zagadki, ukryte intencje i maski iluzji narzucane na twarz codziennie przez każdego. Jedna tajemnica w tą czy tamtą nie robiła już na elfie wrażenia. Życie stawało się wręcz ciekawsze a gra bardziej warta świeczki.
W ciągu tak krótkiego czasu brał udział już w dwóch walkach – prostym wnioskiem było więc, że miasto to nie należy do bezpiecznych a samotne wałęsanie się po nim może jedynie zaszkodzić. Przy Akademii Muzycznej poczuł się o wiele bezpieczniej – tłum sprzyjał co prawda kieszonkowcom, ale w takich warunkach zabicie kogoś raczej nie wchodziło w grę. Postanowił "rozbić klepsydrę" przechadzając się po głównej ulicy, choć najpierw zahaczył o świątynię muzyki. Był ciekawy kiedy dają tu koncerty, oraz co można wysłuchać. Postanowił nawet wypytać o koszt nauki gry na instrumencie – aż sam się zdziwił, że do tej pory jeszcze się nie nauczył na niczym grać. Nauka magii pochłaniała mu całą masę wolnego czasu – który inni elfowie poświęcali na sztukę. Lilawander czuł się przez to nieco wyobcowany, choć takie określenie na maga cienia mogło być jedynie komplementem. Nie śpieszył się w akademii, oglądał jej wnętrze, studentów – dla elfa każdy szczegół był ważny.
Później ruszył wolnym krokiem w stronę gildii. Z ciekawości zajrzał do „Czerwonego Księżyca” aby zobaczyć jakiej klasy jest ten lokal. Ostatnim razem w przybytku krasnoludów nie najlepiej go potraktowano – starał się na przyszłość znaleźć bardziej przyjemne miejsce. Nie siedział tu jednak, raczej rozejrzał się i wyszedł kierując się do wyznaczonego celu. Blisko znajdowała się reklama lombardu. Jego położenie znajdowało się jednak w innej dzielnicy. Zainteresowany postanowił w przyszłości sprawdzić jaki rodzaj towaru jest tam na sprzedaż – rozejrzałby się przy tym za rzeczami niezwykłymi, nie miał jednak chęci zakupów – pieniędzy na gildię brakowało a co dopiero na luksusy…
Ostatnio edytowane przez kset : 03-07-2008 o 13:18.
|