| Karczmarz cały czas siedział z wami przysłuchując się z zaciekawieniem rozmowie. Z jego podekscytowanej miny dało się bez problemu wywnioskować, że niezbyt często miał okazję gościć w swoich progach tak liczną grupę podróżników. Co jakiś czas dostawiał wam piwo, byle tylko przedłużyć waszą rozmowę. Cały trunek który wam podano był na tak zwany "koszt firmy". Nie minęły jednak dwa kwadranse, kiedy drzwi gospody otwarły się ze skrzypem.
Do środka wszedł mężczyzna obstawiany przez dwóch uzbrojonych ludzi. Najwyraźniej ochroniarzy. Oboje mieli napierśniki z wymalowanym herbem - złotą wagą na której ważyły się złoto oraz zboże. Oboje w rękach dzierżyli halabardy. Trzeci człowiek wyglądał jednak inaczej. Miał na sobie elegancki, fioletowy kaftan, takie same spodnie i wysokie buty. W ręku trzymał świstek papieru.
Przybysz zawołał gospodarza, po czym szepnął mu coś na ucho. Ten kiwnął jedynie przytakująco głową, popatrzył na was i szepnął mężczyźnie coś do ucha. Tamten również spojrzał na waszą grupę. Po chwili podszedł dość nonszalanckim krokiem do stolika przy którym siedzieliście i rzekł: - Jestem posłańcem wielmożnego pana Frederyka von Valenrooda - właściciela tych ziem oraz naszego darczyńcy. Dostałem za zadanie odnaleźć paru, nie bojących się przeciwności losu, żeglarzy, oraz doprowadzenia ich do siedziby wielkiego pana. Baron von Valenrood poszukuje załogi oraz ochrony do swojego okrętu - "Morskiego Jaszczura". Chętni kandydaci mają stawić się jutro w godzinach południowych na dworze możnowładcy. Oczywiście załogę czeka sowite wynagrodzenia. Dziękuję za uwagę. - Po tych słowach posłaniec podszedł do karczmarza płacąc mu parę srebrników. Właściciel przeszedł szybko za ladę wrzucając pieniądze do szuflady i wyciągając klucz do pokoju. Najwyraźniej herold zamierzał spędzić tu noc.
Gospodarz podszedł do was mówiąc: - Widzicie panowie. Szukaliście zajęcia, ale zajęcie samo znalazło was. Z tego co słyszałem macie stawić się w siedzibie naszego jakże wielkiego i hojnego lorda dopiero jutro więc teraz czas na zabawę. - o dziwo w jego słowach dało się usłyszeć lekką nutkę ironii. Po chwili karczmarz wyprowadził was przed budynek. Słońce jeszcze dobrze nie wstało, a ludzie już prawie kończyli przygotowania. Wzdłuż ulicy ustawiły się kramy w których kupcy sprzedawali różne błyskotki i jadło. W tłumie dało się zobaczyć nawet handlarza bronią i płatnerza, choć nie mieli oni zbyt dużego wyboru jeśli chodziło o ich towary...
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)
Ostatnio edytowane przez Bulny : 02-14-2008 o 12:12.
|