Ja spodziewam sie do ostatniej chwili żył nadzieją. Może bomba nie wypali? może uda mi sie przeżyć? Zadzwonił bym najpewniej do rodziny i spytał co mam robić i gdzie sie udać (krewny jest Majorem w wojsku) jeżeli w okolicy był by jakiś bunkier liczył bym na to że mi sie uda. Jeśli nie ma albo mnie nie wpuszczą. Pewnie probował bym uciekać. Wiedząc nawet że mi sie nie uda. Dlaczego? bo ja mam taką naturę że nigdy sie nie poddaje.Ale nie wiem co bym zrobił naprawdę. Mógł bym równie dobrze wyjść na środek ulicy i zacząć sie modlić
-Jeśli nie uda mi sie uciec nawet nie będę zdawał sobie z tego sprawy (chyba że jest życie poza grobowe)
-Jeśli mi sie uda będę szczęśliwy do granic możliwości. Gdyby potem zaczęła mnie męczyć choroba po promienna albo jakieś inne świństwo spokojnie palną bym sobie w łeb z tymi słowami -Przechytrzyłem bombę atomową- albo coś w tym stylu.