Reputacja: 4   | Fillin właśnie wykonał obrót mieczem o pełne koło, równolegle do swojej twarzy, ciągnąc za sobą miecz Levionusa.
Kiedy Leinelieng powrócił do punktu wyjścia w kole, oberżysta wykonał jeden krok prawą nogą do tyłu, stając prostopadle do przeciwnika. Był to unik przed pchnięciem wroga.
-Postaraj się bardziej, były przyjacielu!-zaśmiał się Fillin unikając cięcia z góry poprzez zejście.
-Stać cię na więcej! Sam widziałem!-ponownie zaśmiał się schodząc z drogi pchnięcia poprzez krok do tyłu lewą nogą.
Co prawda stał teraz tyłem do Levionusa, ale od razu ukucnął, wspierając się na jednej ręce.
Błyskawicznie obejrzał się do tyłu i wyrzucił prawą nogę za nogi wroga, którego podciął, wracając nogą, a następnie wykonał przewrót w przód oddalając się od przeciwnika.
Leniwie wstał, obracając głowę, zaś dopiero za chwilę ciało podążyło za nią.
-Pamiętasz zapasy w koszarach? Dalej dajesz się złapać na podcięcie. Skupiasz się za bardzo na rękach, a za mało pracujesz nogami. Widziałeś jak łatwo schodziłem ci z linii ataku-śmiał się, tańcząc walca z Leineliengiem.
-Za mało uwagi na przeciwnika-warknął Levionus już na nogach, a Fillin popatrzył z rozbawieniem, ale zaraz trafił go kamień wycelowany w brzuch.
Oberżysta zgiął się wpół, a dowódca podszedł i podciął karczmarza.
-Uważaj na nogi Fillinie-tym razem to on się śmiał, przytykając ostrze broni do gardła dawnego druha, który leżał spokojnie na wznak ze swoją klingą.
-Oszukujesz. To nie jest uczciwy pojedynek. Oj Levionusie. Leineliengiem mógłbym zakończyć to szybciej, a jednak tego nie zrobiłem-westchnął Fillin, kręcąc głową.
-Straszne! I tu widzimy twoją słabość, bo stawiasz zasady wyżej od tego, czym dysponujesz. Jak to jest stać ze śmiercią twarzą w twarz?
-Już tyle razy patrzyłem jej w oczy, że teraz uścisnąłem jej kościstą rękę na przywitanie ze śmiechem na twarzy. Ale wiesz co mi powiedziała? Że nie przychodzi po mnie-zaśmiał się.
-No proszę. Zawsze radosny nawet w chwili matu. Właśnie, zawsze chciałem ci powiedzieć jedno. Nigdy nie wybaczyłem ci odbicia Oreany-warknął Levionus.
-Stare czasy! Szukała szczęścia wśród mężczyzn w koszarach. Była młoda, piękna, radosna. Kiedyś byłeś wspaniałym człowiekiem i dlatego się tobą zainteresowała-mówił poważnie karczmarz.
-Ale odbiłeś mi ją.
-Wcale nie. To ja jej się spodobałem, chociaż nie wiem jakim cudem. Pamiętasz, to ona poprosiła mnie do tańca! Tak to właśnie poszło. Potem były pojedyncze spotkania, nic wielkiego. To ona wykazywała inicjatywę, a ja dopiero w późniejszym czasie-zmarszczył brwi oberżysta.
-Kłamiesz!-sapnął wściekle Levionus, a ręka drżała mu ze złości.
-Tak było. Nie odbijam kobiet najlepszym przyjaciołom. Sam powiedziałeś, że stawiam zasady wyżej niż broń, którą dysponuję, więc mówię prawdę-westchnął.
-Teraz to już nie ważne. Tym bardziej nie żałuję tego co jej zrobiłem. Wiesz czemu uciekła? Została wykorzystana. Tak, przeze mnie-uśmiechnął się pogardliwie, patrząc na uśmiech spełzający z twarzy Fillina. Jego miejsce zajęła determinacja, zawziętość, lód oraz stal, zaś oczy porażały z taką siłą, że dowódca bandy wzdrygnął się, co wykorzystał karczmarz.
Szybko puścił rękojeść Leinelienga i chwycił ostrze miecza wroga w dwie dłonie równolegle do ostrej krawędzi.
Nie możliwym było zranienie, a stalowy uścisk dłoni uniemożliwiał wyszarpnięcie klingi.
Fillin kopnął Levionusa z całej siły w brzuch, a ten odleciał do tyłu, dając czas karczmarzowi na podniesienie swojej broni.
-Zasady przede wszystkim, Levionusie. Bez nich nie jest się człowiekiem-spojrzał na niego pogardliwie, wznosząc miecz. Avarin:
Przygotowałeś się na uderzenie ze strony pleców. Nawet patrzyłeś w tamtą stronę kątem oka, lecz nagle ku twemu zaskoczeniu Mag pojawił się przed tobą, uderzając cię kosturem w głowę, po czym zniknął.
Zdążyłeś jeszcze zauważyć wyraz zaskoczenia na twarzy tamtego.
Domyśliłeś się, że spodziewał się tutaj twoich pleców.
Szybko odwróciłeś się ponownie. Revan:
Postanowiłeś się podnieść, więc ruszyłeś lewą ręką. Nagły ból przeszył ciało informując o niewątpliwie złamanej ręce przynajmniej w jednym miejscu.
Podźwignąłeś się w miarę szybko, ale odezwał się ból dobiegający ze złamanych żeber. Dwa pękły na pewno.
Zobaczyłeś, że Avarin patrzy w twoją stronę i szybko dałeś znać wzrokiem na swój kostur leżący blisko nóg samuraja.
Ten z pewnymi wątpliwościami wypisanymi na twarzy błyskawicznie schylił się, chwytając kij oraz rzucając go w twoją stronę.
Złapałeś bez większego trudu i wtedy właśnie zobaczyłeś Maga za plecami Avarina.
Tym razem uderzenie musiało być mocne, ponieważ tamten pochylił się z bólu.
Ruszyłeś szybko w jego stronę, by zdążyć przed pojawieniem się Maga, a samuraj już był odwrócony do ciebie plecami. Avarin:
Odwróciłeś się i zobaczyłeś Revana na nogach. Mało tego, wyraźnie wskazywał wzrokiem swoją laskę, a ty z dużymi wątpliwościami szybko mu ją rzuciłeś.
Zanim jednak zdążyłeś się przygotować na pojawienie się Maga, nadeszło dużo silniejsze uderzenie, a przed oczami ci pociemniało. Z trudem zmusiłeś się do powrotu do rzeczywistości, zaś gdy stałeś twardo na ziemi zorientowałeś się, że odwróciłeś się ponownie, a ktoś stoi za twoimi plecami. Był to Revan.
Domyśliłeś się jego zamiarów i przygotowałeś się na atak Maga. Revan:
Stanąłeś plecami do pleców samuraja z wyraźnie określoną taktyką, przygotowując się do dźgnięcia ostro zakończonym końcem laski.
W ten sposób nie było możliwości na zaatakowanie czyichkolwiek pleców, a każde pojawienie się Maga było dla niego złe. Z jednej strony Mroczny Elf, zaś z drugiej Avarin.
Nagle Mag zmaterializował się tuż przed tobą. Wykonałeś szybkie pchnięcie, czując natychmiastowy opór ciała zaskoczonego przeciwnika.
Kostur wbity w brzuch wstrząsnął Maga nie spodziewającego się żadnego ciosu, a wyszarpnięcie drzewca było równoznaczne z szybszym wypływaniem krwi.
Mag padł na ziemię, lecz ty nie zamierzałeś z nim skończyć w ten sposób. Podszedłeś do niego i z całej siły kopnąłeś go w twarz, miażdżąc ją.
To jednak nie miał być koniec Maga, ponieważ włączył się Ronin, który jednym machnięciem katany oddzielił głowę od ciała. Avarin:
Za twoimi plecami odbył się gwałtowny ruch, a ty obejrzałeś się i zobaczyłeś kij Revana wbity w brzuch Maga, a następnie szybko wyjęty. Wróg padł na ziemię, a Drow kopnął go jeszcze w twarz.
Uśmiechnąłeś się ponuro i podszedłeś do przeciwnika, któremu uciąłeś głowę jednym cięciem kataną. Avarin, Revan:
Przyglądaliście się ciału w milczeniu. Rozcięcie na brzuchu, jednej ręce, brak głowy, ale odkryliście również brak znacznej części ręki. Domyśliliście się, że tak zakończył się atak na Fillina.
Spojrzeliście w jego kierunku i zobaczyliście jak karczmarz łapie oburącz ostrze z wyrazem twarzy, jakiego jeszcze u niego nie widzieliście.
Przez twarz jego przeciwnika przebiegł wyraz przerażenia znikając w grymasie bólu po kopnięciu w brzuch przez oberżystę, który wydawał się dużo większy niż zwykle, zaś kiedy podniósł swój miecz, ten zalśnił radośnie na ciemnozielony kolor.
A może to słońce płatało takie figle.
Reszta drużyny leżała wraz ze swoimi przeciwnikami.
Tym razem nie było dominacji w ataku żadnej ze stron, ponieważ obie atakowały równie szybko i zaciekle. Fillin i Levionus wirowali w morderczym tańcu wykonując zdumiewające ciosy oraz widowiskowe obrony.
Iskry sypały się całymi strumieniami, zalewając polanę wokół. Trawa zaczęła się dymić wokół nich, grożąc zapłonięciem.
Co jakiś czas od któregoś z mieczy odrywał się fragment upadając na ziemię. Zapewne nie był to Leinelieng.
W pewnym momencie Fillin ze zdumiewającą szybkością odtrącił na bok miecz Levionusa, wbijając ostrze w brzuch tamtego.
-Zawsze wierny zasadom. Zapamiętaj-warknął czyniąc ostatnie pociągnięcie, które po obrocie oddzieliło nogi od górnej części ciała wzdłuż pasa.
Levionus nie żył, a Fillin dobił Delvaya i odszedł kawałek, gdzie położył się na trawie, dysząc ciężko i dopiero po pół minuty podźwignął się na nogi, wycierając Leinelienga o ubranie Levionusa, po czym schował go, podchodząc do Miyi.
Powoli pochylił się nad kobietą, podnosząc ją na ręce, by złożyć przy Valarze i Paks, których ustawił równolegle do siebie.
Nagle zobaczył, że przeciwnik Paks poruszył się, wydając z siebie głuche jęki bólu.
Karczmarz pokręcił głową, podchodząc do wroga, któremu szybko skręcił kark.
Fillin zobaczył, że Revan i Avarin stoją blisko.
Oberżysta wyciągnął mały flakonik z wewnętrznej kieszeni szaty, po czym wkropił po trzy krople do każdego nieprzytomnego gardła.
Paks, Valar i Miya zaczęli się budzić. Avarin, Revan:
Ze zdumieniem patrzycie na pokaz szermierki w wydaniu obu mężczyzn. Fillin wyraźnie wiedział co robi, trzymając miecz w dłoni, z którym wykonywał ciosy oraz obrony, jakich nie widzieliście, a każdy z was widział dużo.
Ku waszemu zdumieniu jego przeciwnik dotrzymywał mu kroku w tańcu śmierci, choć wydawało się to niemożliwe.
Obaj pokazywali swoje zdolności w pojedynku na niezwykle skomplikowaną oraz efektywną wymianę ciosów.
Iskry sypały się ze zderzających się bez przerwy broni, a trawa zaczęła się dymić od żaru.
W pewnym momencie zaczęły się odrywać kawałki miecza dowódcy bandy pod wpływem uderzeń Leinelienga.
Nagle walka ustała i dojrzeliście miecz Fillina wbity w brzuchu swojego przeciwnika. Karczmarz coś powiedział, ale nie dosłyszeliście tego, zaś za chwilę zobaczyliście opadający na ziemię tułów. Nogi oddzielone od ciała runęły po chwili.
Widzieliście Fillina padającego na trawę kawałek dalej, a po około połowie minuty podniósł się zanosząc Miyę do Paks i Valara. Podeszliście bliżej, obserwując karczmarza, wybudzającego nieprzytomną część drużyny za pomocą dziwnych turkusowych kropli w małym flakoniku. Zadziałały. Wszystkie oczy zaczęły się otwierać.
Fillin uśmiechnął się i sięgnął ku Paks, do której się zbliżył.
-Alaron Elessedil-powiedział głośno pochylając się nad dziewczyną, a w ręku trzymał wisior ofiarowany przez Druida.
-Półtora dnia od Calahan, przy lasku są trupy. Posprzątaj-rzekł równie głośno, po czym odłożył artefakt na swoje miejsce.
~Będę tam niedługo. Was ma już tam nie być, bo mogą mnie śledzić, chociaż będę próbował to udaremnić. Trzymaj się, bracie-wokół odezwał się cichy głos Alarona. Miya, Valar:
Budzicie się i widzicie Fillina pochylającego się nad Paks i mówiącego coś do wisiora. Sens słów dopłynął do was dopiero za moment, a zanim odezwał się Alaron, wy podźwignęliście się na nogi. Paks:
Otwierasz oczy i widzisz, że ktoś pochyla się nad twoją szyją. Odkrywasz w tym kimś Fillina, mówiącego coś do ofiarowanego ci artefaktu. Wiesz, że coś mówi, bo porusza ustami, ale słowa i ich sens docierają do ciebie za chwilę. W tym czasie karczmarz uśmiechnął się do ciebie zawadiacko, odkładając wisior na swoje miejsce i wstając. Zrobiłaś to samo, a wokół rozbrzmiał cichy głos Alarona.
-Słyszeliście?-powiedział oberżysta z dziwnym uśmiechem na ustach.
-Ruszamy. Wytłumaczę wam to wszystko później, a jest co tłumaczyć-zaśmiał się wyciągając buteleczkę z krwistoczerwonym płynem.
-Wszyscy ranni powiedzieć ładnie "aaaaa"-zachichotał, odkorkowując flakonik. Wystarczyły trzy krople do doprowadzenia do pełni zdrowia.
Jakiś czas później zaczęło się ściemniać, a wkrótce zapadły ciemności.
-Wiem gdzie jest dobre miejsce na postój. Setki razy wędrowałem tędy z dostawami z portu-wyszczerzył zęby do wszystkich, prowadząc w kolejny mały las. W centrum była mała, lecz głęboka depresja, do której zszedł.
-Avarinie, Valarze, przynieście trochę drewna, jeżeli możecie-mruknął, ustawiając kamienie w krąg.
Około kwadrans później drewno leżało w środku okręgu, a Fillin wykrzesał ogień, który szybko zajął stos drewna.
-Usiądźcie-powiedział, patrząc jak wszyscy siadają.
-Zastanawiacie się kto na was napadł? Było to Czarne Bractwo. Dowódcą całego Bractwa był Levionus, najlepszy wojownik z jakim kiedykolwiek walczyłem. To był ten, który został przepołowiony przeze mnie.
Levionus był kiedyś moim najbliższym przyjacielem. Dzieliliśmy pokój w koszarach. Stawialiśmy razem czoło jednej z Fal Orków. Był najlepszy, zaś razem tworzyliśmy śmiertelny duet. Zawsze razem. Wyszliśmy wspólnymi siłami z niejednej opresji takiej jak otoczenie Orkami napierającymi ze wszystkich stron. To były czasy.
Po wojnie zwanej Falą Orków zostaliśmy w koszarach z zamiłowania do wojska. Obaj ze stopniami poruczników i jedna kobieta o imieniu Oreana. Miała w sobie krew nimf, ale nie wiem jakich.
To był pierwszy wyłom w więzi przyjaźni, bo ona podobała się Levionusowi, ale to mnie wolała. Nie wiem czemu.
Nie długo potem uciekła, a Levionus już zawsze patrzył na mnie spode łba.
W końcu rozdzieliliśmy się i spotkaliśmy po kilku latach. Przybył zemścić się za Oreanę, ale pokonałem go bez Leinelienga. Wtedy jeszcze go nie miałem. Był to pojedynek na śmierć i życie, ale ja mu je darowałem i to był mój błąd.
Potem nastąpiła kolejna Fala i spotkałem Alarona i Silvarina. Wtedy też otrzymałem Leinelienga w prezencie od braci.
Wkrótce moje imię było już znane i każdy wiedział o moim mieczu. Widocznie Levionus też o tym usłyszał, zaś zazdrość zniszczyła całą przyjaźń-tu zrobił pauzę i grymas jakby go coś zabolało.
-Czarne Bractwo to grupa zajmująca się szpiegostwem oraz płatnymi zabójstwami. Levionus nie wykorzystał szansy danej mu przeze mnie i wstąpił tam.
Dziwię się jednak, że Wysokie Elfy wynajęły Czarne Bractwo do schwytania mnie samego, bo z pewnością nie wiedzą o waszym istnieniu. Rada oczyściła Wysokim Elfom pamięć z zaklęć Alarona i zapewne odwiedzili dospodę jeszcze raz, a mnie nie było.
Muszę przyznać, że zaskakujące i nadzwyczaj szybkie posunięcie. Z pewnością Levionus się spieszył-zakończył, zaczynając rozmyślać nad czymś. |