| Torwaldo miał dziś dobry humor. Za wojaczką nie przepadał, kojarzyło mu się ze zbieraniem buraków. Tyle, że proces ten nie jest może tak dynamiczny, a buraki nie pragną śmierci rolnika, no i samemu nie trzeba ich zabijać. W zasadzie nie wiadomo w jaki sposób jedno z drugim mu się skojarzyło, ale w tym procesie swój udział miał raczej burczący brzuch, (a zupkę z buraczków toby Torwaldo chętnie zjadł), w każdym razie cieszył się z powrotu do obozu.
Jego radości nie zmącił nawet niewdzięczny atak posługaczki posługaczki Gertrudy, kiedy to nieopatrznie chciał zasiąść na honorowym miejscu przy stole. W końcu po dłuższej i bezowocnej próbie zaznajomienia giermka z etykietą dworską wskazano mu właściwe krzesło, które powitał z niezmiennym entuzjazmem, ponieważ pośrednio pozwoliło mu dobrać się do jedzenia na stole. Kiedy porządnie pojadł a także skosztował nieco wina i sławy. Następnie przyszły śpiewy, poklepywanie plecach i niestworzone opowieści o trunkach z Konstantynopola. Torwaldo już przystępował do występu artystycznego na blacie stołu, kiedy to został wezwany od hrabiego.
Pilnować jakiegoś Ragnara. Pięć razy powtórzone polecenie wydało się błahostką. Po dzisiejszych wyczynach prawie-rycerz spodziewał się zlecenia mu wyprawy po relikwie Krzyża, udobruchania nieobecnej nagle Rothais, czy czegoś równie wiekopomnego. W końcu stwierdził, że relikwie zapewne są daleko i w rękach niewiernych czyniąc im pewnie więcej szkody niż pożytku, dlatego zapewne dogadać się z Turkami, a oni sami chętnie pozbędą się niekorzystnego dla nich przedmiotu, a hrabianka zajmuje się teraz pewnie biedną panienką Maritą stwierdził, że najbliższym leżącym w jego gestii celem, jest wykonanie polecenia Reinfrida.
Swoją drogą gdzieś już słyszał imię osoby, której miał pilnować. Tylko gdzie? Nagłe spotkanie z odpowiedzią spowodowało jakąś tajemniczą falę mocy magicznej, która to niechybnie sprawiła, że dzbanek z winem nieco oblał siedzącego obok domniemanego Mesjasza dziesiętnika. Torwaldo trochę zapomniał o swojej apostolskiej misji, ale to z tego względu, że Mistrz słabo o sobie przypominał. Dlatego giermek wolał pozostawić rozstrzygnięcie spraw związanych z nim Opatrzności. Na ten moment był skłonny traktować go raczej jako, jakiegoś proroka, czy innego cudotwórcę.
Pospiesznie pocieszył Falke, który widocznie nie wiedział co począć z faktem bycia oblanym winem. Szczęściem Torwaldo wiedział, że ten napój dobrze działa na potencje, dlatego polecił zwiadowcy udać się w miłosne podboje, które dzisiejsza noc niewątpliwie zwieńczy sukcesem.
Ukląkł na wpół prewencyjnie, (bo z mistykami to nigdy nic nie wiadomo, ) na wpół z uprzejmości przed Ragnarem i powstając powiedział z uśmiechem:
- Witaj panie, mam wesołe nowiny hrabia przydzielił mi opiekę nad tobą, także możesz czuć się bezpieczny. |