Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-25-2008, 16:34   #142
Josonosimiti
 
Reputacja: 2 Josonosimiti jest na bardzo dobrej drodze
$: 12 391
-Uważaj nie wpadnij w swoje pułapki. Będę po Twojej lewej stronie, pójdziemy od siebie trochę oddaleni ale tak, żeby siebie widzieć. Uważaj też ktoś inny też mógł zastawić tu pułapki.- Wallace jedynie kiwną głową i szedł dalej. Wszedł do lasu. Ogarneła go ciemność poprzecinana jedynie księżycowym światłem które omijało drzewa. Szedł stosunkowo cicho co jakiś czas zerkając na Samuela który szedł po lewej. Starał się dogonić najemnika lecz robił wtedy więcej ambarasu. Nagle pomiędzy drzewami zobaczył światło. Nie było to światło z nieba. To było ognisko... Podszedł bliżej. Samuel siedział w krzakach. Wallace znalazł dobry punkt i przykucną. Z początku widział jedynie rozmyte duże sylwetki. Gdy jego wzrok się przyzwyczaił, zimny dreszcz wstąpił mu na plecy. Ognisko należało do olbrzymich stworzeń. Były to jaszczuropodobne istoty. Widać było że są rozwiniętą cywilizacją. Stworzenia porozumiewały się ze sobą w jakiejś dziwnej mowie. Miały ubranie i broń...
Broń... Wallace wytężył wzrok, jego źrenice się powiększyły, podrapał się po brodzie i rozdzawił usta.
-Da... Dam... Damast!- Wyszeptał. To mało prawdopodobne a jednak. Jedno ze stworzeń ostrzyło szblę z damastu. Musiały posiadać niezwykłą siłę. Aby stępić taką broń trzeba użyć młota... Wallace wystraszony rozglądał się po obozowisku. Nagle zobaczył młodą ludzką kobietę w białej zwiewnej szacie. Była przywiązana do pnia. Z tej odległości nie bardza ją dostrzegał. Zobaczył jednak że ma blond włosy. Cała postać malowała się niezwykle jasno na tle całej sceny. W pewnym momencie dziewczyna spojrzała na Wallacea. Prosto w oczy... Wpatrywał się w nią mydlanym wzrokiem gdy usłyszał głos:
-Wracamy.- To był Samuel. Wallace był nieczujny. Miał dużo szczęścia. Przez sekunde chciał powiedzieć coś na teamt dziewczyny, że trzeba ją ratować. Pokręcił jedynie głową i ruszył za najemnikiem.
 
Josonosimiti jest offline