Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-25-2008, 17:57   #35
Marchosias
 
$: 0


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
Odpowiedź Altari uspakajała Trevora. Wiedział dobrze, że nie mogą jej ufać, tak samo jak ona im, jednak chciał wiedzieć, czy jest osobą konkretną. Spodziewał się wymijającej odpowiedzi, jednak ta w pełni go satysfakcjonowała.
Zignorował nawet uroczą Nalę, jakby jej tutaj nie było, skupiał się wyłącznie na wampirzycy, słuchając co mówi. Zdawało się, że nie poczułby nawet, gdyby ktoś mu teraz wbił nóż w plecy.

Z płynących niczym nieprzerwany strumień słów, wychwycił zdanie, które zaczęło go nurtować
„Znam tez historie o poprzednich bitwach i tym co działo się gdy zło zwyciężało”
Czy więc domniemane zło było naprawdę tak wielkim zagrożeniem, jeśli pomimo zwycięstw, jakie osiągnęło, Erion wygląda nadal tak jak wygląda?

Wampirzyca zdawała się wiele wiedzieć o Domenie Ziemi. Więcej niż on sam, który wiedział bardzo niewiele.
Inni wojownicy?
Polowanie?
Czy był jedynym ich wybrańcem, którego musieli wybierać zawsze, gdy stary padał martwy?
Czy może było ich kilku? Wielu?
Czy reszta tutaj zebranych również jest wybrana przez Domenę Ziemi?

Pomimo odpowiedzi, wciąż zradzały się nowe pytania. Przypuszczał, że pomimo odpowiedzi na nie, zadał by następne, które prowadziłyby do kolejnych. Nie był w stanie posiąść prawdy absolutnej o danym zagadnieniu w jeden dzień, wolał oszczędzić to na dalszą podróż, którą miał z nimi spędzić.

Z młodym porucznikiem.
Z muzykalnym bardem.
Z wyszkolonym wojownikiem.
Z elfickim druidem.
Z kocią nekromantką.

Z piękną wampirzycą.

Pomimo tak usilnych prób nie zwracania na to uwagi, czego by nie robił, Altari zdawała mu się niezwykle urodziwa. Niemal idealnej urody. Cały czas miał jej kształty w myślach, każdy skrawek ciała, który zdołał dojrzeć.
Nigdy wcześniej nie pociągały go kobiety, nie czuł jakichkolwiek żądz. W głowie miał hamulec, który blokował wszystkie myśli niepotrzebne drodze, którą musiał kroczyć.
Jednak teraz.
Coraz częściej zwracał uwagę na innych. Na kształty. Na samego siebie.

Gdy patrzył w swoje odbicie w wodzie, dwa dni temu, nie potrafił zrozumieć, co widzi. Było mu to obce, a przecież obserwował swoją własną twarz.
Zagubił się we własnych myślach, które odrzucały ten wizerunek, jednocześnie starając się go przyjąć. Czuł się, jakby patrzył na samego siebie, będąc poza ciałem.
Jak wampir, którego niegdyś spotkał.

Kolejna myśl. Wampir.
Dlaczego go nie zabił? Przecież jeśli polują na przeklętych Domeny Ziemi, powinien zaatakować z zaskoczenia. Zmieść go z powierzchni ziemi.
Może nie czuł się na siłach? Nie chciał ryzykować swojego istnienia?
To na pewno różniło Trevora od wampirów. On by nie zaprzestał walki, stając nawet naprzeciw czegoś przewyższającego jego siłę. Walczyłby, staczając się w objęcia śmierci, ze świadomością przegranej.
Było to szaleństwo, które pchało go przez całe życie. Nie odwaga, tylko czyste szaleństwo.
Domena Ziemi nie pozwalała na jakikolwiek ruch w niepożądanym kierunku.
Jednak ostatnio...

Gdy walczył z wampirem, czuł się wolny. Zdał sobie sprawę, że każdy jego ruch był kierowany przez niego samego. Pomimo klęski, jaką na siebie sprowadził, był wolny.
Zupełnie jakby śmierć była jedynym wybawieniem z objęć Domeny.
Z jednych rąk do drugich.

Tylko śmierć była w stanie wyrwać go z uścisku Domeny.


„Zabij ją...”

Coś dudniło w jego głowie, starając się obalić go na kolana, przywołać do posłuszeństwa. Wilk czuł głód, dając się mocno we znaki swoim wyciem.
Aż Trevor sam zawarczał cicho.

Zdziwiony był, jak szybko udało mu się oprzeć tej naturze. Zewowi który od czasu do czasu wołał, domagając się swojej części ciała.
On też chciał żyć.

Wiedział, że musi niedługo dać upust tym emocjom, jeśli nie chce sprowadzić na siebie lub innych zagłady. Chciał podążać ścieżką, którą wyznaczyła przepowiednia, czy to boska, Domeny, czy Altari.
Gdy ta skończyła i odwróciła się w stronę okna, zdał sobie nagle sprawę, że musi już być pełnia.
Powoli podszedł do okna, stając obok Niej.
Wydawało mu się, że zawsze jest tam, skąd najlepiej widać pełnię. Teraz spoglądał na księżyc w całej swej okazałości, aż chciało mu się zawyć.
Jednak gdy tylko spojrzał na wampirzycę...
Jej cera lśniła w blasku księżyca, jak drzewo, z którego niegdyś dane mu było dobyć przeklętego miecza. Delikatna i taka... kobieca.

-Co wiesz o Domenie Ziemi? - wypalił bez namysłu, wpatrując się w jej jaśniejące oczy, skryte pod szklaną powłoką - Żyjąc tyle lat, musiałaś widzieć wiele. Wiele okrucieństwa - przerwał na chwilę, widząc jak Altari powoli kieruje swój wzrok w jego stronę - Jednak i wiele dobrego.
Nie chciał już więcej mówić, czuł jak rani jej serce, które zdawało się wciąż bić normalnie, pomimo tylu lat. Czuł też, że nie była wybrana przez bogów z byle powodu.
Nie chciał, ale coś pchało go dalej, nie dając zamilknąć
-nie można wszystkiego uogólniać. Jak życie nie byłoby smutne, czy to z czyjejś winy, czy z naszej - kiedy mówił „naszej”, czuł kołatanie głęboko w sercu. Zdawał się rozumieć, jak można samemu sobie popsuć życie, jednak nie wiedział skąd takie uczucie. Kontynuował - Tak nie możesz pomijać dobrych zdarzeń, tak samo ważnych dla naszego życia.

Teraz już sam nie wiedział, o czym mówi. Zaczął od Domeny, jakby tylko po to, by nawiązać kontakt. Mówił o rzeczach, których nigdy wcześniej nie zdawał sobie, że uświadcza.
Wydawało mu się, że gada od rzeczy, jednocześnie myśląc, że i jego życie jest smutne.
Chciał już zakończyć temat, jednak dodał jeszcze na koniec
-Powiesz mi o Domenie?

Zamilkł, wpatrując się dalej w jej twarz, wodząc powoli wzrokiem po ustach, nosie, oczach, policzkach, włosach.
W takim zadumaniu, gdy spojrzało się na Trevora od strony księżyca, zdawało się, że nie widać okrutnego lica wilka, tylko twarz mężczyzny.
O ziarnistej, ciemnej cerze. Lekko podkrążonych, błękitnych oczach. O czarnych włosach, trochę nieułożonych, opadających na twarz.