| Słowa burmistrza zabrzmiały szczerze. Jeżeli ktos zdradził, to zapewne nie on. Zaufani informatorzy powiadasz? Jest mały szkopuł, skoro szukałeś ludzi wyszkolonych, profesjonalny szpieg na pewno to już wychwycił z Twoją wiedzą lub bez niej. Wszak nasi przeciwnicy mogli mieć ludzi także w innych miastach.
W końcu decyduję się przemówić: "Twoje słowa będą musiały mi wystarczyć ale jeszcze się nie zgodziłem. Chciałbym mieć kogoś tam w radzie. Istnieje możliwość zbliżenia się do niej na przykład z pozycji Twojego osobistego strażnika? Myślę, że Salazar, bądź Marjan by się nadawali. Nie ma jednak sensu jeżeli rada odbywa się w odosobnieniu. Zastanawia mnie jeszcze jedno, co takiego mogli mieć strażnicy na służbie co jest niezbędne ich rodzinom? Poza tym skąd pewność, że ciała nie zostały spalone, pożarte lub Pani Lasów wie jeszcze co mogli z nimi zrobić? No i ostatnie pytanie, czy w okolicy żyją tropiciele lub inni druidzi? Ktoś kto zna te lasy od urodzenia?"
Patrzę na reakcję towarzyszy, po czym spoglądam wymownie na łotrzyków i czekam na odpowiedź burmistrza.
Na słowa Salazara, próbuje zorientować się w porze dnia. Narazie ignoruję napomknięcie o odpoczynku. Usłyszawszy część o przywództwie postanowiłem do końca ją wyjaśnić: "Widzę, że wszyscy chcecie oddać swoje życie w moje ręce. Wszyscy tak bardzo potrzebujecie dowódcy, że możecie bez większych skrupułów wskazać na właściwie obcą wam osobę? Przyznam, jestem mile zaskoczony, takim poziomem zaufania, z drugiej strony obawiam się że będzie to rola dość niewdzięczna...Przyjmę więc ją pod jednym warunkiem. Kiedy coś zdecyduję po wcześniejszym omówieniu sprawy, nie ma odwołania. Skoro mam wam przewodzić macie się słuchać. No i oczywiście jeżeli się zadania podejmę."
Patrzę się pewnym i dumnym wzrokiem. Jedynie odczuwam lekki dyskomfort z powodu, iż Vendigo został na zewnątrz.
Po chwili namysłu dodaję jeszcze stwierdzenie: "Zapewne będziemy musieli szybko opuścić miasto. Wyglądamy jak grupa najemników, co napewno miastu nie ujdzie uwadze. Chciałbym, jeżeli zatrzymamy się w karczmie i podejmiemy się zadania, abyś cny krasnoludzie, troche puścił języka o naszej wyprawie do starych ruin twierdzy Gestyrlion, lub wymyśl inną nazwę. Niech rozpuści się plotka, że jesteśmy tu przejazdem."
W głowie zaczyna mi kiełkować plan działania. Patrząc po zebranych zaczynam się zastanawiać ilu z nich przeżyje. Czy matka natura i tym razem oszczędzi także jej druida? Znowu zwracam się do bogini w myślach: "Elhonno czy to Ty? Czemu mam czekać? Jeśli jednak to ktoś inny, prosze objaw mi co czynić."
Pokazuje po sobie wahanie. Nie obchodzi mnie czy wyjdzie ono sztucznie. Czekam na odpowiedzi burmistrza. Przynajmniej będe wiedział na czym stoję i co z tym będe mógł zrobić.
__________________ Odważni żyją krótko...
...tchórze nie żyją wcale. gg: 7712249
Ostatnio edytowane przez Musiek : 02-28-2008 o 17:26.
|