Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-28-2008, 19:03   #48
Revan
 
Revan's Avatar
 
Reputacja: 2 Revan wkrótce będzie znany
$: 59 035
Revan zbudził się. Czuł się jak po dobrej imprezie, chociaż nie przypomniał sobie, aby cokolwiek świętował. Pomacał odruchowo swoją szyję. Była cała, po ranie nie było nawet śladu. Ujrzał przed sobą wielkiego blondyna w bieli. Zupełnie jak w wariatkowie, pomyślał. Mężczyzna obdarzył go szczerym uśmiechem. Domyślił się, że to on mu pomógł. Kim on do cholery jest? To ma być misja ratowania świata, z tymi dziwakami, zwierzętami, i stworzeniami światła i mroku? – potrząsnął nerwowo głową. Zwariowałeś, Magret, weź się w garść. Ten czubek przed tobą jako jedyny wydaje się być rozsądnym facetem. Pewnie skończył doktorat. Jego ostatnie myśli jeszcze bardziej zbiły go z tropu. Widać, jego druga nawiedzona połówka robiła sobie z niego teraz jaja.

Wstał, niezbyt wydawał się być zainteresowany tym, co mówią inni. Zresztą, nie było to nic ważnego. W głowie próbował sobie poukładać sprawy, które niedawno się wydarzyły. Tak więc zanim dojechali do domostwa wampirzycy, zostali zaatakowani przed bandę samobójców. Liczyli, ze uda im się ich capnąć, tuż przed wschodem słońca. Błąd, gdyż pierwsze promienie już obróciły ich w proch. Potem został dotkliwie ranny, a potem coś na wzór wielkiego ptaka uratowało go z tej plątaniny. Lub nietoperza. Rozejrzał się dookoła, jednak nigdzie nie mógł dostrzec Altari. Tak jak przypuszczał, to ona uratowała ich z opresji, przybierając formę potwora, a przy okazji zaryzykowała swoim własnym życiem. Poświęciła się… dla nich. Może w tej przepowiedni faktycznie coś było? Jeszcze nigdy, kompletnie obca mu osoba nie pomogła mu w walce. W świecie, który znał, nie spotkał się nigdy z bezinteresowną pomocą. Dlatego znalazł na to remedium, został najemnikiem. Jak każdy najemnik, wykonywał najbardziej niewdzięczne roboty, jakimi można było obarczyć ludzi. Revan może to określić jednym słowem, było cholernie gorąco, i piekielnie zimno. Paradoks, prawda?

Przeszli do kuchni, gdzie zajął miejsce niedaleko wyjścia, odpinając uprzednio pochwę z pleców, i półtoraka od pasa. Bronie oparł o ścianę. O dziwo, czuł się tutaj bezpiecznie. Sariel rozkazał jakiejś dziewczynie przynieść kilka rzeczy. Przyglądał jej się spod pól przymkniętych powiek. Ożywił się nagle, gdy padło pewne słowo. Słowo to oznaczało najlepszego przyjaciela każdego człowieka, a nawet każdej istoty. A było nim wino. Ta jednak krążyła pomiędzy nimi, niczym pudełko tabakiery. Gdy bard nalał sobie trochę wina, wziął od niego karafkę i podszedł do stołu, biorąc swój kieliszek. Nie żałował sobie, potrzebował czegoś mocniejszego, niż woda. Dość szybko opróżnił swój kieliszek. Czuł, jak przez jego gardło przepływa czerwona ciecz, lekko drażniąc jego gardło. Po chwili poczuł stopniowy przypływ ciepła, co rozweseliło go. Mimowolnie na jego twarzy pojawił się uśmiech, a przynajmniej jego zarys.

- Sariel, mag i czasami anioł, do waszych usług. Teraz mówcie cóż to za szaleństwa wymyślili znów bogowie i dlaczego darzycie moja dziewczynkę taka wrogością?

Nie spieszył się z odpowiedzią. Kiedy inni przedstawiali się z miana i profesji, jakiej wykonywali, Revan nalewał sobie już drugi kieliszek. Odstawił go w połowie, gdy spostrzegł, że po przemowie Navarro oczy wszystkich w sali zwróciły się na niego. Przeklnął w duchu swoje złe nawyki. Z pewnością głupio by to wyglądało, jakby wypił całe wino, i nawet się nie przedstawił. Odstawił naczynie, i odchrząknął.

- Revan Magret – odparł swoim zachrypniętym, basowym głosem. – Jestem najemnikiem, a moją drogę wyznacza zimna klinga miecza. – dobrze, by w końcu wiedzieli, kim jest.
- Na tym świecie jest niewiele istot, które darze nienawiścią. Jest jeszcze mniej tych, których darzę innym uczuciem niżeli obojętność. Poza samym faktem, kim jest, oraz w co nas wplątała „twoja dziewczynka”, kompletnie nic do niej nie mam. Przykro mi.. – jako jedyny, nie silił się na udawanie emocji, może z ostatnim zdaniem przesadził. Tak przynajmniej wypadali w jego mniemaniu inni. Może wcale nie udawali, tylko rzeczywiście byli tak naiwni, aby uwierzyć pierwszej lepszej wampirzycy, istocie zerującej na rodzaju ludzkim, i jeszcze tak nieźle się trzymającej. Nie przepadał za nieumarłymi, prawdę mówiąc, nienawidził ich, dlatego taki nacisk położył na słowo „istot”.

Nie czuł się jednak za dobrze między tymi ludźmi. W dodatku doktorek wyglądał tak, jakby miał go zamiar zjeść wzrokiem.
- Doceniam jej poświęcenie, być może gdyby nie ona, to byśmy tego nie przeżyli. Może inaczej, byśmy nie musieli się teraz starać przeżyć. Naprawdę mi przykro, alenic na to nie poradzę.
 
__________________
Gimme brain... More brainzzz... Brains I said!

gg: 3777067
Revan jest offline