Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-03-2008, 21:03   #17
Kerm
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 194 101
James niezbyt przejął się władczym tonem majora. Obustronny brak sympatii w relacjach James-wojsko w niczym mu nie przeszkadzał tak długo, jak długo nie wcielono go na stałe do armii. A przynajmniej na razie mu to nie groziło.
Skinął głową.
- Jak sobie życzysz, majorze - powiedział.
Ponownie usiadł wygodnie, nastawiając się na ciąg dalszy kazania. Które na szczęście dość szybko zostało przerwane przez pukanie do drzwi.
Widząc wchodzącą kobietę uśmiechnął się lekko.
Oto nadeszło wybawienie...
Gdy wszyscy zaczęli wstawać podniósł się z krzesła i obrócił się w stronę podporucznika Straffeya.
Nim zdążył powiedzieć choć słowo, które byłoby wstępem do naprawy stosunków między nimi, podporucznik z dumną miną skierował się do wyjścia.
James ruszył za nim.
Idąc niemal na samym końcu grupy słyszał pochwalne pienia, w których Straffey wychwalał niemal wszystko, co widział. Niestety uniknąć ich nie można było, gdyż korytarz był zbyt wąski, a odległość między przewodniczką, a zamykającym grupę majorem bardzo mała.
Czując niemal na karku oddech majora James zastanawiał się, co by zrobił ich szef, gdyby ktoś przypadkiem skręcił w złą stronę. Ale ta ciekawość nie sięgała tak daleko, by James spróbował ją zaspokoić...
Wreszcie grupa się zatrzymała.

"Brak koedukacji" - uśmiechnął pod nosem się słysząc tradycyjne 'Panie na prawo...' - "Widać armia nie jest aż tak postępowa..."
Zamknął za sobą drzwi i bez wielkiego entuzjazmu poddał się lekarskim oględzinom.
"Żeby chociaż lekarka" - pomyślał. - "W tej armii są sami zboczeńcy..."
Oczywiście nie podzielił się z nikim tym radosnym odkryciem...

Odprowadził wzrokiem niknące w wielkim foliowym worku ubranie.
"Aż dziw, że gacie mi zostawili moje" - pokręcił głową i podszedł do stojącej w rogu szafy.
"Ciekawe, kto i gdzie to kupował" - pomyślał, patrząc nieco podejrzliwie na jasnobeżowe spodnie typu, nomen-omen, bermudy. Były co prawda olśniewająco czyste, ale wyglądały, jakby widziały już dwa oceany. Za to pasek, na którym wisiała saszetka na dokumenty, był zdecydowanie prosto ze sklepu. Podobnie jak kolorowe, sportowe buty marki pseudo-adidas.
"Ale na aparat poskąpili" - stwierdził.
Czując, że czas go pogania naciągnął biały T-shirt w kolorowe palmy. Dwie.
I sięgnął po wiszącą na kołku sfatygowaną panamę. Wcisnął ją na głowę i przejrzał się w lustrze.
"Będę wyglądać jak kretyn" - przemknęło mu przez głowę - "paradując w tym na lotnisku."
Ale widywał już takich...
Gdy Sarah Brief wywołała jego nazwisko był już gotowy.

Pospiesznie przerzucił zawartość plecaka. Tak jak sądził - zabrakło tylko jednej jego 'zabawki', ale o tym wiedział wcześniej - wystarczyło spojrzeć na oszkloną szafkę.
"Mam nadzieję, że oddadzą" - pomyślał.
Potem rzucił okiem na listę ekwipunku. I
Widząc trzecią od dołu linijkę aż zamrugał ze zdziwienia. trzy razy przeczytał pierwszy wyraz, by wreszcie uwierzyć w to, co widzi.
"Będziemy ciągnąć ten helikopter? Może błąd w druku" - pomyślał z nadzieją. - "Albo armia pozbywa się starych zapasów..."
Dopiero ostatni punkt listy wywołał grymas obrzydzenia.
"Już lepiej daliby lizaka. Jakaś odchyłka..."
Postanowił pozbyć się szajsu przy okazji znalezienia pierwszego z brzegu kosza.

Mimo dość znacznego hałasu, który rozlegał się wewnątrz helikoptera, na wpół drzemał, gdy do jego uszu doleciały słowa majora.
"Nazwa z pazurem..." - z trudem powstrzymał uśmiech. - "Pewnie".
"Na 'Parszywą dwunastkę' nas za mało, na 'siedmiu wspaniałych' za dużo... Poza tym tamtych zbyt wielu ubyło w akcji... Może 'Cyrk O'hrurga'? Bo 'Aniołki Piotrusia' raczej nie... "
Spojrzał spod przymrużonych powiek na Straffeya, który jako pierwszy zabrał głos.
"Integracja... Borsuki... Tu Borsuk Jeden... wzywam Borsuczą Norę..."
Nie skomentował na glos tej propozycji. Już miał u podporucznika dość długą krechę.
Nie otwierając szerzej oczu przeniósł wzrok na Crowley'a.
"Lisek-chytrusek mu się marzy... A mi się to kojarzy z biednymi stworzonkami ginącymi podczas tradycyjnych angielskich polowań. Niezbyt miła perspektywa... Może jeszcze 'Młode Wilki'... Jednego już mamy..."
Uniósł nieco głowę.
- Sądziłem - rzekł spokojnie - że z racji pochodzenia podacie coś bardziej zbliżonego do angielskiego lwa.
Ponownie oparł głowę o oparcie i poprawił się nieco, usiłując znaleźć jak najwygodniejszą pozycję na niezbyt wygodnym fotelu.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 03-03-2008 o 21:28.
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem