-Chéri – powiedział Trevor do Nali– mam Cię odnieść do łoża, czy sama pójdziesz?
Z jego ust nie brzmiało to tak uwodzicielsko jak z ust Sariela. Kotka najpierw zachichotała cichutko pod nosem, a już po niedługiej chwili, gdy wilk wyniósł ją na swoich rękach na korytarz parsknęła niepohamowanym, głośnym śmiechem. Ton jego wypowiedzi był na tyle wredny i złośliwy, że kotce nadzwyczaj się on spodobał. Śmiała się i śmiała, a gdy drzwi zamknęły się za nią dał się słyszeć jej pisk radości, a potem ponowny śmiech. Gdy już udało jej się opanować uśmiechnęła się szeroko do Trevora i ucałowawszy go w nosek szybko zeskoczyła z jego rąk i pognała wzdłuż korytarza. Hasała sobie na czterech łapkach podskakując radośnie. Wskoczyła na pionową ścianę i biegła po niej parę sekund po czym odbiła się, zrobiła salto i przeskoczyła na drugą, od której również odbiła się zgrabnym ruchem zniknęła za zakrętem.
Gdzie pobiegła Nala? Któż mógł to wiedzieć. Chciała przede wszystkim pobyć trochę w spokoju, powygrzewać się na słonku, poskakać trochę, pobiegać...pragnęła trochę życia, nie chciała snuć się jak dusze, które spotykała na każdym kroku. Minęła radośnie służkę, która odprowadziła ją wzrokiem do wyjścia na ogród. Nala rzuciła się na soczyście zieloną trawę i przeturlała się po niej. Padła na plecy a w górę wzniosły się rozproszone pyłki dmuchawca otaczając jej rozpromienioną buzię.
- Ach, jak tu pięknie. Słońce, trawa, kwiatki, pszczółki, motylki i . . . yyy!!! JABŁKA!! - wykrzyczała z pełną ekscytacją patrząc na owoc wiszący nad nią.
Zrobiła zgrabny przewrót w tył świecąc swoimi nagimi pośladkami, które zakrywała jedynie śladowa ilość białego materiału, i usiadła na trawie z rozkraczonymi nogami. Zgięła się lekko w przód by wzbić się po soczyste, czerwone jabłko gdy nagle ktoś wskoczył jej na plecy, wykrzykując coś radośnie. Nala z przerażenia zrzuciła z pleców napastnika i uderzając nim lekko o ziemię wskoczyła na niego i zaczęła turlać się po trawie.
- Zostaw Nalę, Zostaw to boli!! - krzyknęła z rozpaczą kotka gdy poczuła jak coś ciągnie ją za uszy. Szamotała się jeszcze trochę gdy nagle otworzyła oczy i ujrzała przed nad sobą rozradowaną buzię małego elfa.
- Stephen? - szepnęła zdziwiona i wtedy poczuła wilgotne usta na swoich wargach. Zaskoczona odepchnęła chłopaka i podniosłą się do pozycji siedzącej.
- Ej, co Ty robisz?! Co Ty sobie myślisz? - wrzasnęła wściekle jednak nagle w oczach elfa pojawiły się drobne, jasnoniebieskie łezki, a jego usta zadrżały. Nala nagle spoważniała a jej usta rozwarły się w geście przerażenia. Podbiegła szybko do Stephena i przysiadła przed nim.
- Hyyy!! Nic Ci nie jest? Co się stało? Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? Nie jest? Co się stało? Nie płacz kochanie, nie płacz, nie płacz, prooooszęę!! Nie płacz! - lamentowała kotka nachalnie patrząc mu w oczy. Gdy odwracał wzrok, ona wciskała swoją buzię tuż przed jego by tylko obdarzyć go swym czekoladowym wzrokiem. Gdy śledziła go tak z troskliwą minką dostrzegła, że w pewnym momencie zaczyna się on lekko chichotać. Złapał się za tył głowy i nagle wybuchnął niekontrolowanym śmiechem.
- Co...o co Ci chodzi? - spytała z niedowierzaniem już całkowicie nie wiedząc co o tym myśleć gdy nagle zauważyła, że nie daleko chłopaka leży czerwone jabłko z wyraźną oznaką stłuczenia.
- Dostałeś...jabłkiem? - spytała i zaśmiała się zakrywając dłonią swe delikatne kocie kiełki. Mały elf także zaczął się śmiać i po chwili z ogrodu dał się słyszeć chichot dwóch, kruchych istotek. Elf patrzył na nią swymi rozbawionymi, niebieskimi oczami a Nala zarumieniła się lekko.
- Masz śliczny ogonek- powiedział patrząc na poruszajacy się po wiosenno zielonej trawie ogonek kotki, który płynnym ruchem sunął w tą i z powrotem.
- I w ogóle jesteś śliczna...to prawdziwe uszka? - powiedział przyglądając się jej i na chwilę jego wzrok spoczął na jej piersiach.
- To koty mają biust?! - spytał ze zdziwieniem i już miał zamiar dotknąć piersi Nali gdy ta nagle usłyszała krzyk Floriana.
~Matko Przenajświętsza i wszyscy Aniołowie, co tu się dzieje?! - wrzasnął spanikowany i wtedy oprzytomniała kotka wyskoczyła w górę i złapała się gałęzi jabłoni. Nie zastanawiała się nad tym, że krótka sukieneczka nie zasłania jej teraz tego, co zasłaniać powinna.
- Ooo, masz tatuaż!!! - krzyknął elfik a Nala zrobiła się cała czerwona na twarzy. Takiego wstydu jak teraz nie doznała jeszcze dawno. Szybko wskoczyła na gałąź, na której dotychczas wisiała i usiadła na niej obciągając sukienkę.
- Gdzie Ty patrzysz mały zboczeńcu!! - rzuciła oskarżycielsko patrząc w dół na zdumioną minę Stephena. Zdawała sobie sprawę z tego, że jest cała czerwona. Kątem oka dostrzegła w oddali Floriana w agonii wywołanej zawałem serca oraz Ryuu, tarzającego się ze śmiechu po ziemi.
- A czemu nie wytatuowałaś sobie trzech serduszek? - spytał patrząc w górę na jej czerwoną twarz. Jego oczy zdawały się być niczego nie świadome.Kotka przez chwilę zastanawiała się czy elf zdawał sobie z tego sprawę, że patrzył na jej nagie pośladki, czy może po prostu skupił się na tatuażu?
- A Ty czemu sobie mózgu nie wytatuujesz?! - wrzasnęła obrażona
- Słucham? - odpowiedział słodko niewinnym głosikiem i wtedy Nala zrozumiała, że jego nieświadomość nie jest udawana. Nie sądziła, że ten elf może być aż tak młody choć może on naprawdę tylko grał? Kotka zgrabnym ruchem zeskoczyła z gałęzi wprost w ramiona elfa, jednak ten nie wytrzymał uderzenia i padł na plecy.
- Choooodź pójdziemy coś zjeść!! - powiedziała siedząc na nim okrakiem a wtedy to elfik przewrócił ją na plecy i położył się na niej.
- A po co? - spytał ciekawskim tonem uśmiechając się szczerze. Nala wysiliła się by przeturlać się dalej i teraz to ona znów leżała na nim.
- Bo ja tak chce! - odpowiedziała szczerząc swe kocie kiełki. Oczy elfa nagle zabłysły tajemnicą i nadmierną ekscytacją.
- Kyaaaaaa, jakie masz słodkie kiełki !!! - wykrzyczał uradowany znów kładąc się na niej i pocałował ją w rumiany policzek
- Będziesz już zawsze się ze mną bawić? Proooszęęę... - No nie wiem... - odpowiedziała poważnie ruszając noskiem.
- Ojej, jakaś Ty słodka! - krzyknął rozradowany i przytulił ją mocno. Nagle kotce zrobiło się nadzwyczaj miło. Odwzajemniła uścisk chłopaka i uśmiechnęła się jeszcze szczerzej. Już dawno nie mogła tyle figlować, co teraz. W głębi duszy cieszyła się, że tu jest, a jej stosunek do Altari i do całego świata stał się nagle nadzwyczaj łagodny, zupełnie jak na samym początku, tej dziwnej przygody. Oniemiała i nie chciała się ruszyć. Ryuu trzymał Floriana za płaszcz, by tylko nie przeszkadzał Nali
~Daj spokój, ona i tak woli mnie. - powiedział ze stoickim spokojem widząc jak Florian zaczyna zakasać rękawy
- No to chodź już, chodź, zaprowadzę Cię tam! - powiedział pełen radości i złapawszy kotkę za rękę gwałtownym ruchem pociągnął ją w stronę domostwa. Tam też Nala spostrzegła salę z mnóstwem jedzenia. Jej oczy zaświeciły i zrobiły się trzy razy większe niż zawsze. Uszy wyprostowały jej się jak tylko mogły a z jej ust wydobył się głośny pisk zachwytu. Wskoczyła na stołek i zaczęła się oblizywać, uważnie śledząc każdy ruch dania stawianego na stole. Dziewczyna wskoczyła na stół i zaczęła próbować wszystkiego po trochu. Najpierw skubnęła szynki, potem jakiś owoc. Smaki mieszały się ze sobą a ona jadła póki nie skosztowała wszystkiego. Zdawać by się mogło, że potrawy momentalnie zaczęły znikać, aż w końcu na stole nie pozostało nic. Z pełnym brzuchem wprost sturlała się ze stołu i powolnym krokiem ruszyła w kierunku sypialń.
- I co teraz, co teraz? Bawimy się? Najadłaś się? Dobre było?! - elf mówił szybko, aktualnie zbyt szybko. Kotka była taka najedzona, że miała ochotę położyć się do łóżka jednak nagle została zaproszona do sali treningowej.
- Że gdzieeeeeeee?! - wrzasnęła z załamaniem, a jej głowa bezwładnie opadła na szyi. Załamanie, tak było można nazwać stan w jakim się znalazła.
- Floooriaaaan!! Ryuuuuu!! Zanieście mnie-eee!! - powiedziała z lamentem
- Że kto? Ej, zaraz, do sali treningowej? Umiesz walczyć?! Ojej jak super, a mogę isć z Tobą, mogę, mogę, mogę?! Proooszęęę... - powiedział elf swym słodkim głosem i obdarzył kotkę swymi niebieskimi, promiennymi oczkami.
- Jak chcesz - wzdychnęła ciężko i ruszyła w kierunku sali treningowej.
Nagle drzwi od sali uchyliły się a ich próg przekroczyła kotka. Szła leniwym krokiem zaś za nią wślizgnął się mały elf. Nala oparła się ręką o ścianę a drugą złapała się za brzuch.
- Ale się nabąblowałam! - wysapała i osunęła się na ziemię.
- Sariel wciaz pracuje nad pewna ochrona dla was. Pomyslalam, ze w miedzyczasie mozemy nieco potrenowac. Wybierzcie bron. Gdy bedziecie gotowi... Coz, atakujcie. - powiedziała wampirzyca, a Nali opadła szczęka.
- Nalu, pokaż im swój tatuaż na poślad... - elfik nie zdążył dokończyć gdyż Nala gwałtownie zerwała się na równe nogi i zatkała mu usta ręką uśmiechając się do wszystkich głupawo.
- Idź sprawdź czy nikt nie wchodził do mojej sypialni dobrze? Potem przyjdę...pobawimy się, dobrze? - powiedziała by elf tylko sobie stąd poszeł. Jej twarz na nowo stałą się czerwona ze wstydu, a gdy Stephen wyszedł, kotka przetarła pot z czoła.
- Wybacz Altari, nażarłam się...nie wiem czy nie musicie robić nowych zapasów.- powiedziała ledwo dysząc.
- Ładnie pani wygląda, panno Nalu – rzekł prosto. Nigdy nie umiał kręcić i jeżeli ktoś wydal mu się pod jakimś względem wyjątkowy rzucał ową opinię wprost. – I przepraszam za tą „panią” czy „pannę”. Proszę się nie przejmować i mówić mi po prostu po imieniu, ale no, pani jest młodą kobietą, a ja mężczyzną. Pani może sobie bez problemu pozwolić na taką bezpośredniość, ale mi nie wolno tak postępować. No ... poznaliśmy się dopiero wczoraj i ... tak się nie robi. Przepraszam, mam nadzieję, że to to nie jest aż tak uciążliwe. - zwrócił się do niej
porucznik, a kotka poczuła się nieco...głupio?
- Ach, dziękuję, Ty też ładnie wyglądasz- powiedziała machając nerwowo dłonią nie zdając sobie sprawy z tego co plecie.
- Ja jestem zwykłą kotką, kocią panną, nie jestem nikim niezwykłym. Ale to miło, że tak do mnie mówisz, to takie...słodkie - powiedziała, jednak tym razem na jej twarzy nie wyskoczył rumieniec gdyż, jakby nie było, on cały czas gościł na jej licach.