| Rothais była wielce ukontentowana z rozmowy z ojcem. Mrużyła z zadowolenia oczy i wolnym krokiem przechadzała się po obozie, zmierzając do swego namiotu. W myślach układała plany, snuła marzenia, oczami duszy widziała siebie odnajdującą święte, cudowne relikwie. Ach, to byłoby wspaniałe! Wszak już raz ogłoszono ją świętą. A takie relikwie mogłyby sprawić, że okryłaby się wielką sławą. Ona - pierwsza kobieta, która zdobędzie taką potęgę i władzę!
Pakowała się niespiesznie. Nie brała wielu rzeczy, postanowiła, że tym razem wygoda i piękne suknie mogą poczekać. Będzie ich miała pod dostatkiem gdy już wróci. Ileż to mogłoby potrwać? Święta wyprawa, pobłogosławiona przez samego Boga z pewnością uwinie się z taką misją raz-dwa. Po cóż więc zadręczać Sigurdę wleczeniem ze sobą kilkunastu sukien, trzewików, mazideł, pudrów, czernideł i innych barwników, tudzież balii na wieczorne kąpiele? Postanowiła również, że nie będzie brała ze sobą orszaku służek i przyjaciółek do towarzystwa. Tym razem było to posunięcie zapewniające jej jak najwięcej swobody. Wszak stara Sigurda nie będzie uganiać się za nią wszędzie i nie upilnuje jej ze wszystkim. Po co brać ze sobą dodatkową służbę, która tylko kusić będzie jej ojca do wydawania rozkazów, aby jej pilnowali lub co gorsza donosili o jej każdym kroku. O tak, Sigurda będzie zajęta różnymi pilnymi sprawunkami, jakie sama Rothais jej zleci, a panienka będzie mogła cieszyć się pełną wolnością.
Jednak Sigurda nie podzielała ani krztyny entuzjazmu swej pani. Gdy tylko dowiedziała się o wyprawie, załamywała ręce, zalewała się łzami i wszystko by dała, aby tylko pozwolono im obu zostać w obozie. Jak nietrudno się domyślić wreszcie wyprowadziła Rothais z równowagi swoim biadoleniem i sprowadziła na siebie jej ogromny gniew. Dzięki temu cały jej skromny bagaż gotowy był na czas, i skoro świt panna de Remacourt w męskim stroju siedziała na swym ogierze tuż obok ojca i wypinała dumnie pierś do przodu unosząc z zadowolenia wysoko głowę.
Nim jeszcze wyruszyli ktoś zatrzymał ich skromny pochód. Rothais zmierzyła tajemniczego rycerza surowym wzrokiem i uniosła jedną brew do góry. Na giermka nawet nie traciła czasu i swego pięknego spojrzenia. "Edward Sprawiedliwy" powtórzyła w myśli, a w jej głowie szalone pomysły zaczęły przeskakiwać z miejsca na miejsce. Jeśli tylko ojciec pozwoli mu się przyłączyć do pochodu......
__________________ - Wymień różne ludy - poleciła panna Lupescu. - Już.
Zastanawiał się chwilkę.
- Żywi - rzekł. - Eee. Umarli. - Umilkł. - Koty? - dodał niepewnie. Neil Gaiman Księga Cmentarna |