| Himo puścił nieznajomego. Od tej chwili ów człowiek przestał dla niego istnieć. Pogrążony w myślach druid patrzył w kierunku Beregost. Zdrowy rozsądek walczył z młodzieńczą ciekawością. Ktokolwiek spojrzał by mu w oczy w jednej chwili dostrzegłby wewnętrzną walkę jaką toczyły obie te siły. Tysiące myśli kłębiło się w głowie Hima.
Zdawał sobie sprawę z tego, że atak tej hordy prawdopodobnie dobiegał już końca. Miało sie wrażenie, iż łuna pożarów na horyzoncie zaczyna powoli bladnąć. Odgłosy walki też brzmiały już jakby mniej wyraźnie. Panowanie pani nocy również miało wkrótce dobiec swego "odwiecznego" końca. Mimo to nadal istniała duża szansa napotkania jakiś "nienasyconych" maruderów. Zapewne zdobyli już to po co przybyli - pomyślał z wyrzutem.
Przed jego oczyma migotały obrazy podobnych wydarzeń - wspomnienia nawiedzały go jak zjawy z przeszłości. Himo z dużym prawdopodobieństwem mógł przewidzieć jak będzie przedstawiał się Beregost po przejściu tego huraganu nienawiści i przemocy jakim była ta złowroga wataha.
Himo wiedział również, że nieznajomy uciekinier miał racje - to wśród zgliszczy Beregost należało szukać wskazówek dotyczących tej intrygi. Oczywiście można było zwyczajnie ścigać wycofujących się orków ale ci zapewne podzieliby się na mniejsze grupy - tak by zgubić ewentualny pościg.
A jeśli myliły go jego przeczucia - jeśli to była zwykła wyprawa łupieżcza bez żadnego "drugiego dna". Zaczęły go nachodzić i wątpliwości.
Jednak ciekawość zaczęła przeważać swą szale. Beregost przyciągało swoją tajemniczością. Przygoda wzywała swoje dzieci. A przecież jednym z nich bez wątpienia był Himo - choć cyniczny i wyobcowany zawsze lubił ten dreszczyk emocji związany z odkrywaniem.
Himo spokojnym krokiem ruszył w kierunku Beregost - lub tego co z niego pozostało - tuż z nim trochę leniwie podążała wilczyca. |