| Uczucie ściskania w dłoni czyjegoś serca, władza nad życiem lub śmiercią jego właściciela. Kruchość i bezsensowność życia zamierająca dla tej jednej chwili, koncentrująca się na szybkich, rytmicznych skurczach, jakby w panice o swoje istnienie. Drżący organ, trzepoczący jakby chciał się wyrwać na zewnątrz i oczekiwanie, jaka będzie decyzja przeciwnika. Wygrana była w tym momencie pewna, jednak czy odmieniony Genghi posunie się w desperacji krok, bezsensownie usiłując odmienić z góry przesądzony los?
Jednak, nie pomylił się co do niego. Desperacja była cechą pozytywną, pomagała zwalczać zwątpienie i przełamywać się, by nawet w krytycznej sytuacji nie kapitulować. Jednak w takiej sytuacji przekroczona została granica i z desperacji zamieniło się w głupotę
Zrozumiałbym było wyzwanie go na pojedynek, który choć z góry przegrany dawał nadzieje na stanie się silniejszym. Zawsze należy szukać siły, choć wybór odpowiedniej ścieżki powinien być przedkładany nad szybkość jej zdobycia. Zrozumiałym było szukanie jego ludzkich słabości, choć wykorzystywanie czegoś tak podejrzanie oczywistego było śmieszne. Jednak ignorowanie faktu tego, że odrzucił swoje człowieczeństwo a wraz z nim ludzkie słabości było zadufaniem w sobie. Zrozumiałbym było wykorzystywanie jako sojusznika kogoś z jego rodzaju, choć głupotą było marnowanie tego, co taki sojusz mógł dać. Jednak samobójczej decyzji o kontynuowaniu walki, gdy życie spoczywa w rękach wroga, a na dodatek tak głupie marnowanie tej szansy było dla Astarotha całkowicie niezrozumiałe. Jak można być tak aroganckim by używać do ataku na niego strachu, męki i rozpaczy czyli uczuć, którymi się żywił? Czy naprawdę przez okres wspólnej podróży nie zauważył tego? Śmiechu warte - używanie przeciwko komuś jego własnej broni być może sprawdziłoby się przeciwko komuś, kto niedocenia przeciwnika, jednak on niezależnie od swoich słów zawsze bierze walkę na poważnie
Gdy tak bliskie mu uczucia wypełniały jego umysł wspierając go, zamiast go wyniszczać ręka Astarotha wypełniła się chaosem, który zafalował delikatnie i wpełzł w serce elfa. Puls przyspieszył znacznie, wypadł ze swojego stałego rytmu. Szepnął jeszcze przeciwnikowi na pożegnanie - Kiedyś ostrzegałeś mnie, że posiadasz dużą wiedzę o demonach. Lepiej przeanalizuj to jeszcze raz. Umierasz, bo rzuciłeś mi wyzwanie. Miałem zamiar cię opętać byś służył mi jak bezwolny golem, jednak stwierdziłem że z wolną wolą będzie zabawniej. Mocy nie posiądziesz kosztem innych, jeśli nie będziesz na nią gotowy. Moc kocha silnych, pogardza zaś słabymi. Nie dziękuj mi za tą lekcję.
Serce uderzyło jeszcze kilka razy gdy Astaroth wyciągnął swoją rękę i osunął się o krok w tył, po czym z głuchym mlaśnięciem eksplodowało w klatce elfa. Krwawy ochłap w który zmienił się tors elfa spowodował szybką, choć wyjątkowo bolesną śmierć. Nie miał teraz zbytniej ochoty dłużej poznęcać się nad przeciwnikiem - miał o wiele ciekawsze zajęcia na zewnątrz, więc wykończył go szybko
Przeniósł się do miejsca, gdzie znajdował się chwilę wcześniej by dokończyć porachunki z demonicznymi oponentami, jednak już ich tutaj nie było. Najwidoczniej chełpliwe oświadczenia nowego gnoma o stojącym dla nich czasie były równie przesadzone jak cała jego moc. Było już po bitwie, a on najwyraźniej się spóźnił. Przydałoby rozeznać się nieco w sytuacji, więc płynnym ruchem ręki wezwał do siebie Azmaera, po czym uśmiechając się do niego przyjacielsko zagadnął - Wydarzyło się coś ciekawego, gdy byłem niedysponowany?
Po usłyszeniu odpowiedzi Azmaera naciągnął zdobycz na prawą rękę i z uśmiechem powiedział do zamkniętej w niej demonicy - Dawno się nie widzieliśmy? Mnie przydasz się o wiele bardziej, nie sądzisz?
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Ostatnio edytowane przez Blacker : 03-11-2008 o 07:22.
|