Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-11-2008, 13:28   #13
rudaad
 
rudaad's Avatar
 
Reputacja: 3 rudaad wkrótce będzie znany
$: 84 336
Uwaga wstawiam KP Wallace , żeby nie było wątpliwości , karta jest napisana przez niego, ja ją tylko redagowałam, a że robiłam to w sporym zakresie według mojego "widzimisie", to zastrzegam prawo do wprowadzenia zmian w KP w śr późnym popołudniem, gdy już razem przed kompem zasiądziemy.

1.Dane:

Imię: Gustav
Nazwisko: Richardyne
Ksywa: Gus
Pochodzenie: Federacja Apallachów
Profesja: monter/wojownik autostrady
Choroba: Mount Rushmore

2. Opis zewnętrzny postaci:



Gustav jest wysokim, przystojnym facetem, mimo, że dobiega do trzydziestki dalej może się pochwalić świetną kondycją, ładnie umięśnioną sylwetką i szlacheckimi rysami twarzy, mimo iż wielokrotnie obitej, dalej urodziwej i wyniosłej. Kiedyś, ktoś w Detroit powiedział o nim, że nosi na twarzy piętno Apallachów – idealną regularność rysów. Przystępując do wyścigu jak zwykle ozdobi się sygnaturami rodowymi. Jednak w Detroit nigdy nie będzie wyglądał na „obcego”, bo też takim, tam nie jest. Przez 10 lat wrósł w to miasto i stał się częścią niego.

3.Opis charakteru postaci:

Furiat, kochający adrenalinę- nie ważne, czy tą z placu boju, wyścigu, nocy z niezła panienką, czy z walki o honor swego domu. Choleryk, który często się śmieje i bywa częściej duszą towarzystwa, niż szarą eminencją. Jednocześnie zawzięty, wiecznie pewny swego i z „natury” wredny. Za zniesienie przeszkody w dojściu do swojego celu, jest w stanie poświęcić bardzo wiele, a nawet prawie wszystko. Z drugiej zaś strony bardzo dobry empata - widzi w ludziach nawet to co najbardziej starają się ukryć, zwłaszcza strach, niepewność, brak zdecydowania i obłęd. W końcu zawsze warto mieć pewność czy koleś, który akurat do ciebie mierzy nie spanikuj, popuści w spodnie i wypuści z łap giwerę, czy strzeli bez najmniejszego mrugnięcia okiem.

4.Historia:

Gustav Richardyne urodził się w Federacji Apallachów. Miał to szczęście, że nie przyszedł na świat w rodzinie umorusanych roboli, lecz familii szlacheckiej. Był najmłodszym członkiem rodziny. Rodzice byli wiecznie czymś zajęci, więc częściej widywał opiekunkę, niż ich. Miał za to swoją ukochaną, o półtora roku starszą siostrę Queene.
Przeżył prawdziwy szok, gdy wyjechała do szkoły wojskowej. Z początku planował iść w jej ślady żeby móc częściej ją widywać, lecz nawet jeśli by tak zrobił, to szansa na to, że będą się uczyć niedaleko siebie była znikoma. Od tamtego czasu Gus się zmienił – zgorzkniał. Kilka lat później był już kimś, kogo określilibyście bez wahania mianem "małego, zawziętego, wrednego skurczybyka".
Federacja Apallachów znana jest z ludzi, którzy lubują się w pojedynkach w imię szeroko pojętego honoru, czy też jego utrzymania, bądź też braku- oczywiście w przeciwniku. Nie inaczej było z Gusem...(Pominąwszy może tę kwestię „o honorze”) Najczęściej pojedynkował się na pięści, można rzecz, że nawet częściej niż było to komukolwiek potrzebne. Gdyby jego tatuś i mamusia nie byli szanowani i wpływowi personami nie tylko w Federacji, ale i w większej części Zasranych Stanów, pewnie już dawno skończyłby zakatowany w jakimś ciemnym, cuchnącym kącie i to dzięki niejednej z nieżyczliwych mu grupek, innych mniej szanowanych person.
Naskakiwał na wszystkich, i dbał by inni nie podskakiwali jemu. Całkiem nieźle mu to z resztą wychodziło... Jednak zawsze znajduje się ktoś, z kim można zadrzeć dla zabicia nudy.
Kiedy Queenie przyjechała w odwiedziny bardzo się ucieszył, gdyż było to ich pierwsze spotkanie po latach i mimo, iż ledwo się poznali i to zarówno jeśli chodzi o wygląd jak i charakter. Wydawało się jej dziwne, że jej "mały braciszek" jeździ już własnym wozem, goli się i... pomiata ludźmi dookoła. On zaś czuł jakby bezpowrotnie stracił te wszystkie lata, gdy "zabrano mu" siostrę, że sielanka już nigdy nie wróci. Jednak jakby nie patrzeć, jego obecne życie mu odpowiadało. Lubił się bić, szybko jeździć, wyrywać mało schorowane laski. Lubił wszystko, przez co czuł, że żyje i co podwyższało mu poziom adrenaliny.
Wtedy to w rodzinie, napięcia z powodu jego osoby stawały się coraz widoczniejsze. Rodzice mieli dość jego nieustannego pakowania się w kłopoty. Ojciec Gusa wymyślił nawet, że da mu zajęcie kuriera i przedstawicielstwo własnej firmy w interesach, głównie w okolicach Detroit. Miał nadzieję, że gdy go czymś zajmie, nie będzie sprawiał tylu problemów. Dla Gustava Detroit było jak olśnienie. Życie toczyło się na znacznie wyższych obrotach, niż w jego rodzinnym mieście. Zawsze było coś do roboty. Laska do wyrwania, ryj do otłuczenia, wyścig do wygrania (a przynajmniej wzięcia udziału). Praca dla ojca przynosiła mu całkiem niezłe zyski, a ten dziwił się, że syn wraca, co parę wyjazdów innym samochodem. Odpowiadał ojcu wtedy z lekkim przekąsem -"W końcu w Detroit ludzie prowadzą jak wariaci tato…" Na głos jednak nigdy nie kończył tego zdania, gdyż jego zakończenie brzmiało – „i właśnie patrzysz na jednego z nich.” I mogło by za bardzo zranić osobę, którą bądź, co bądź jeszcze szanował. Zazwyczaj dodawał jeszcze - "Nie ma się czemu dziwić".
Z okazji swojej pracy poznał paru odpowiednich ludzi, znalazł trochę kontaktów by samemu prowadzić część interesów. Zarobione gamble przeznaczał głównie na osiągi samochodów (przynajmniej tego, który akurat był na chodzie). Zaczął się powoli uzależniać od takiego trybu życia.
Siostra przyjechała do domu około swoich 20 urodzin. Lecz jej dom to nie było już to miejsce, które pamiętała... Wszyscy byli podenerwowani, interesy szły coraz gorzej, a pierworodny w dodatku właśnie pakował się, żeby na stałe wyjechać do Detroit. Tak naprawdę nikt nie chciał żeby Queenie jechała na front. Wojna z Molochem to straszna rzecz i wszyscy się o nią bali, mimo iż ukończyła akademię z obiecującym rezultatem. Queene za to bała się o rodzinę. Rodzicom nie szło już najlepiej, a brat wyjeżdżał do miasta zabijaków bez żadnego wojskowego przeszkolenia! Wszyscy po prostu szaleli z radości. Gus czuł, że jego życie rodzinne jest już do końca wypalone i że nic miłego już go w tej kwestii nie czeka... Zajął się, więc na dobre swoim życiem. Spędził niemal dekadę na prowadzeniu interesów. Założył własne "biuro kurierskie" a piętro niżej "dziurę monterów". Znał się już wtedy świetnie na jednym i drugim - rozbijaniu i ulepszaniu samochodów, braniu udziałów w wyścigach (był już jednym z lepszych, znanych tego typu imprezowiczów),strzelaniu do innych samochodów, gdy interesy lub wyścig tego wymagały. Sam się zastanawiał, jakim cudem kostucha jeszcze po niego nie wyciągnęła łap... Widać musiała go lubić.
Trwało to wszystko, aż zaczął zbliżać się do trzydziestki. Zdziwił się, kiedy na stole w "biurze" spostrzegł list z pieczęcią Richardyne'ów. Co musiało się stać żeby rodzinka sobie o nim przypomniała?
Nawet nie przypuszczał, że wszystko mogło się tak spieprzyć. Nie przypuszczał również, że teraz to on z całej rodzinki radzi sobie najlepiej. Jego matka napisała mu w liście, że pozycja rodziny stoi pod coraz większym znakiem zapytania. Zaczęli tonąć w długach, a na dodatek jego siostra... -kiedy czytał ten fragment, serce mu zamarło - była w paskudnym stanie.
Przyjechał najszybciej jak mógł, pędząc na złamanie karku. Ostatni raz płakał 10 lat temu (nie licząc może okoliczności paru ran postrzałowych), ale widok siostry, która niegdyś była pięknością, a teraz... Teraz nie przypominała w ogóle takiej Queene jaką pamiętał. Widział już nie raz, co Tornado potrafi robić z ludźmi, ale w życiu by nie pomyślał, że to samo może przydarzyć się jego siostrze! Wyglądała jak ludzki wrak. Nic nie zostało z niegdysiejszej cery, budowy, czy żywego spojrzenia. Ojciec wydał majątek żeby postawić Queenie na nogi. Jak do tej pory chyba niezbyt mu to wyszło...
Gus był wściekły! Czemu nie dali mu znać wcześniej?! Czemu dopiero wtedy, kiedy jest już prawie za późno?! Czemu sam się nie zainteresował, zamiast opierdalać się przy brykach i panienkach?! Sam nie był na tyle wpływowy, by pomóc siostrze i postawić dom rodzinny na nogi... Pojawiła się jednak szansa. Wielki Kurwa Wyścig z Nowego Yorku do San Francisco. Wygrana pozwoliłaby przywrócić świetność jego rodzinie i sporo zdrowia jego siostrze. Po raz pierwszy miał w życiu jakiś cel. I doskonale wie, że musi go wypełnić. Wie, że wygra ten wyścig!

5.Umiejętności:

To co z domciu, to z pewnością podstawy niezłego wykształcenia, doświadczenie, oraz sprawdzona technika walki wręcz. Zaś wyniesione z Detroit – specjalizacja w dziedzinie monterstwa, doskonałe doświadczenie w zakresie zawodu będącego dla niektórych zabawą, a dla niektórych sensem życia - kierowcy wyścigowego. Jak również gospodarność, wdzięk osobisty, parę niezłych kontaktów, wystarczająca nawijka i obsługa broni palnej – jakaś seria z karabinu maszynowego na bryce, jak również precyzyjny pojedynczy strzał z wychuchanego Eagle'a z niedużej odległości w ludzki cel. Czego nie potrafi? Ugiąć karku i zwinąć ogona pod siebie, pojęcia nie ma o środkach ostrożności, medycynie, chemii i biologią poza tą najprostszą i potrzebną człowiekowi do przeżycia (po co sobie łeb było nauką zawracać?)

P.S. W środę też rozpiszemy wspólnie ekwipunek i może się on pojawić już nawet po poście rozpoczynającym sesje. Proszę o wybaczenie, jednak Wallace ma ograniczony dostęp do kompa, ja zaś mam czas mocno ograniczony.
 
__________________
"Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania."

Ostatnio edytowane przez rudaad : 03-12-2008 o 19:35. Powód: Zmiany zostały wprowadzone :)
rudaad jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem