Moda na Kapuścińskiego trwa od mniej więcej roku i nie sądzę by potrwała jeszcze następny.
Podobnie jak z Szymborską po otrzymaniu Nobla, czy Miłoszem po jego śmierci itd.
Czytałem parę jego książek, ale utkwiły mi w pamięci tylko "Podróże z Herodotem" i nie rzuciły mnie na kolana. Ale nie to ładne co ładne, ale to co sie komu podoba.
Ale ja nie o Kapuścińskim chciałem tylko o Careyu.
Edwardzie Careyu i "Domu z obserwatorium".
Nie podejmuję się opisać fabuły, wyręczę się więc fragmentem notki od wydawcy:
"Dom z obserwatorium" jest mroczną opowieścią o człowieku, który kolekcjonuje skrawki życia innych ludzi i tworzy z nich wystawę w piwnicy swojego domu..."
Od siebie dodam tylko jedno : nie ufajcie ludziom w białych rękawiczkach.
