| Wszyscy siedzieli w ukryciu obserwując pole namiotowe, obozowisko domniemanych porywaczy narzeczonego Turyli.
Gdyby ktoś porwał byłego narzeczonego Lili, ona prędzej podziękowałaby mu niż lamentowała nad jego losem. Gdyby nie to, że Lilianum jest kochaną, miłą, uprzejmą i sympatyczną osóbką, zapewne dodatkowo pobiłaby mężczyznę.
W tym przypadku, gdy porwanym był narzeczony prostytutki (o Bogowie, jak to brzmi), zaś porywaczami nieokrzesani i niewyżyci seksualnie osobnicy, taktyka musi być zdecydowanie inna. To znaczy nie bijemy porwanego, tylko sprawców.
- Z pewnością by się ruszyli, gdyby piękna niewiasta poprosiła ich, czołgając się na skraju polany, o pomoc. - rzekł półork a Lili zaczęła przytakiwać z zadowoleniem.Mając zamknięte oczęta uśmiechała się i kiwała głową jednocześnie. Po kilkunastu sekundach otworzyła oczy i zobaczyła jak większość osób ukradkiem spogląda na nią. - Że keeeeeee?! - powiedziała uniesiona jednak w porę Turyli zakryła jej usta dłonią. Lilianum nie opierała się gdyż wiedziała, że taki wybuch nie był dobry, i że mogła zdradzić ich pozycję. Zdjęła delikatnie dłoń półelfki ze swoich ust i szepnęła patrząc głęboko w oczy Borlatha. - To znaczy...że ja...że niby...co mam zrobić? - spytała lekko zmieszana gdyż chęć niesienia pomocy była ponad jej poczucie osobistej przestrzeni i dla dobra sprawy dałaby nawet się pomacać, rozebrać...zrobiłaby wiele, jednak najgorsze byłoby to jakby niespodziewanie wybuchła
złością i jak nieokrzesana dzikuska zaczęła bić się na pięści z około 12ma mężczyznami. Pomimo skutków ubocznych swojej psychiki postanowiła coś zdziałać. - Nie jestem pewna czy zwykłe wołanie o pomoc by dało nam szansę...hmm...powiedzcie mi co mam zrobić, a da się załatwić! - powiedziała pełna entuzjazmu jednak szybko zmarszczyła brwii i obdarzyła każdego groźnym spojrzeniem, zdolnym do rozboju i mordu. - Tylko nie przeginajcie, bo będziecie pierwszymi ofiarami! - dodała groźnie, a na jej słodkiej buźce wymalował się złośliwy uśmieszek. - I nie zgadzam się na żadne ciche mordo-ataki! To nie te warunki i nie te okoliczności... Najpierw musimy uśpić ich czujność. Tak więc słucham was. - szepnęła z pewnością siebie i usiadła wygodnie na nogach wysuwając twarz do przodu i kuląc się lekko. Chciała słyszeć szepty innych jak i również sama chciała być słyszalna.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |