| Podczas drogi lekko się zataczał, ale nie tak wyraźnie, jak po wyjściu z karczmy. Mimo tego, dziwny był to widok groźnego wojownika z ciężkim mieczem na plecach, który nie mógł iść dość prosto, czasem się potykając. Cudem się jednak nie przewracał, chociaż w większości przypadków się na to zanosiło. Nie przejmował się za bardzo przechodniami, nie przejmował się też specjalnie tym, czego poszukiwali. Ot, zwyczajny spacer dla rozprostowania nóg.
- Cohen. - mruknął Revan. - Z nas dwojga tylko ja uchyliłem "trochę" alkoholu.
- Nie zamierzam płacić za pokój, kiedy możemy spać w tym magazynie. Najwyższych lotów to on nie jest, a i towarzystwo może wydawać się nieciekawe, ale wszyscy mamy ze sobą tyle wspólnego, że raczej nic sobie nie zrobimy. Raczej, za innych nie mogę poręczyć, ale za siebie, owszem. - z jego ust wydobył się potok słów. Mówił wyraźnie, chociaż Revan nigdy nie zachowywał się jak typowy pijak. W stanie wskazującym po prostu częściej mówił, a nie bredził. Chociaż, kto to dzisiaj rozróżnia.
- Jaki, kurwa, pomieszkujący? Ten mroczny lord, to znaczy, szlachcic, magnat, kupiec? Kapłan? Jak mu tam było, bo już nie pamiętam. - sprawiał wrażenie, jakby faktycznie nie pamiętał, chociaż sierżant z różnymi szczegółami opowiadał mu o sprawie.
- No dobra. Pomysł mi się podoba, to znaczy ten, z tym, że chwilkę. Chwilkę go poobserwujemy. A potem pójdziemy do magazynu, i zobaczymy, albo i usłyszymy, co też chłopakom udało się znaleźć na mieście. No bo jak wiesz, nie jesteśmy tylko ty, i ja, ale też oni. No wiesz, ci, z którymi mieliśmy przyjemność razem wdepnąć w to gówno.
Rozejrzał się dookoła. Coś podejrzanie ucichło.
- Prowadź, bo zapomniałem, gdzie ten pomieszkujący mieszka.
__________________ gg: 3777067 |