-Lucas-odpowiedział współwięźniowi-Jestem z Salt Lake city i siedzę tu za morderstwo, przyznaję się do wszystkiego. Nie żartuję.
Powiedział to bez uśmiechu, nawet nie patrząc na twarz Kane’a.
Później na stołówce, Lucas doznał szoku. O rzesz ty k***a mać ! Facet śmie się nazywać bogiem, bogiem ! „Wacko” był naprawdę wściekły, ale zacisnął zęby. Tak, jest fanatykiem, ale nie samobójcą na boga ! A robienie sobie pierwszego dnia wrogów to naprawdę samobójstwo i każdy debil o tym wie. Spojrzał na :jedzenie” które dostali: W Salt Lake lepiej karmili… wszystko lepiej karmili, kupa gówna, ale trzeba być pokornym, jak się nie ma co się lubi…

Lucas rozejrzał się: „koniecznie trzeba skombinować fajki i rozejrzeć się za ludźmi przydatnymi do jego misji: Bóg zesłał go do więzienia aby nawrócił zbłąkane owieczki…i dobrze zarobił. Trzeba jakoś żyć, nawiązać kontakty, zdobyć trochę kasy…rusz dupę, „wacko”- powiedział sam sobie i wstał od stolika, aby lepiej się rozejrzeć