Reputacja: 3  | Tevonrel położył się na dachu i leniwie rozglądał się na wszystkie strony.
~Tev, trzeba się dowiedzieć wszystkiego co się da o rodzie de la Mote Valois-stwierdził Ravist.
~Po co?
~Masz coś do roboty?
~Nie...-powiedział ze zdziwieniem Tev, nie rozumiejąc do czego zmierza Ravist.
~Skoro nie masz nic do roboty, to zamiast leżeć bezczynnie, można zdobyć pewne informacje, które mogą się w przyszłości przydać. Zapamiętaj, informacja jest największą potęgą, a kiedy dysponujesz jej odpowiednią ilością, możesz być niezwykle potężny. W takim razie lecimy-mrugnął do Rakszasy, a Tev rozejrzał się i zobaczył pewne zmiany w pokoju. Stały tam półki z księgami, których wcześniej nie było.
~Co to jest?-zapytał zdziwiony, a Ravist uśmiechnął się tajemniczo.
W tym samym czasie Gryf wzniósł się w powietrze, gdzie błyskawicznie nabrał ogromnej prędkości. Prześlizgiwał się w warstwach powietrza przez blisko godzinę, po czym na horyzoncie ukazało się miasto, więc szybko wpadł w jakąś ciemną uliczkę, gdzie przystanął.
Szybko rozproszył się i przybrał kształt najzwyczajniejszego, niczym nie wyróżniającego się człowieka. Był średniego wzrostu z szarymi, siwiejącymi już włosami. Miał szare, zwyczajne oczy i podstarzałe rysy twarzy, a jego ubiorem była zwykła, połatana, brązowa szata.
Ravist wyszedł z uliczki, wkładając ręce do kieszeni, po czym zaczął się rozglądać.
Miasto było bardzo ładne i z pewnością mieszkali w nim nieco bogatsi ludzie. Nie to jednak było celem jego wizyty. Podobno de la Mote Valois mają największy dom i najwięcej ziemi, więc rozejrzał się ponownie i zobaczył go. Był to ogromny dom z równie wielkim ogrodem, a odgradzały go mury oraz żywopłot skutecznie uniemożliwiające dostrzeżenie tego, co znajdowało się wewnątrz.
Ravist ruszył w kierunku wielkiej, zamkniętej bramy, której pilnowali dwaj strażnicy, a kiedy już tam dotarł, zapytał:
-Przepraszam, czy to jest może dom rodowy de la Mote Valois?
-W jakiej... sprawie?-zerknął nieprzychylnie, ale Rav szybko odpowiedział:
-Jestem posłańcem. Przysyła mnie mój pan w interesach.
-Kim jest twój panem zatem?-zapytał jeden z nich, zaś Tygrys szybko przypomniał sobie wymienione przez ludzi nazwisko i jego powiązanie z rodem Charlotte. Długi. Bardzo dobrze-pomyślał.
-Moim panem jest wielce szanowny don Mer Vous-uśmiechnął się dobrotliwie, a strażnicy otworzyli mu bramy, przez które Ravist wszedł. Jeden z nich poszedł razem z nim, prowadząc go przez ogród do domu, do holu, a następnie do pokoju po lewej stronie, gdzie za chwilę zjawił sie jakiś sługa.
-Jakie wieści przynosisz? Czy w tym tygodniu się uda?-zapytał.
-Przykro mi, lecz dostałem rozkazy rozmawiania jedynie z panem lub panią de la Mote Valois. Kazano mi z nim rozmawiać w cztery oczy-odrzekł Ravist.
-To wykluczone. Pan de la Mote Valois nie przyjmuje takich... gości. Kazał mi przekaz wieści jeśli nadejdą. Poza tym nie ma go tutaj obecnie-prychnął sługa, a Ravist uśmiechnął się tajemniczo.
-No to w takim razie mamy problem, bo ja mam swoje rozkazy, których złamać nie tylko nie powinienem, ale wręcz nie wolno mi. Swoją drogą to panu de la Mote Valois powinno zależeć bardziej niż panu don Mer Vousowi, bo to mój pan jest dłużnikiem, nie pan de la Mote Valois-ciągnął Ravist.
-Moim rozkazem jest rozmowa z samym panem lub panią domu, a jeżeli nie, to nie mam prawa niczego powiedzieć-zakończył Tygrys.
-W takim razie niech twój pan.... spodziewa się nas-uśmiechnął się krzywo, po czym wskazał wyjście.
-Przekażę wieści mojemu panu, lecz uprzedzam, że od długu na pewno odliczy sobie cenę podróży, fatygę, stratę czasu na wydanie mi rozkazów oraz przekazanie informacji, które ja miałem wydać panu de la Mote Valois. Pój pan znajdzie z pewnością jeszcze kilka powodów do zmniejszenia kwoty takich jak uszczerbek na jego i moim honorze. Na szczęście to nie moja sprawa, bo to pan de la Mote Valois dostanie mniej złota-westchnął.
-Bezczelność. Won, bo psami poszczuję!-prychnął.
-Żegnam i proszę pozdrowić pieski... osobiście... pod ogonkiem. I pan de la Mote Valois również niech to zrobi-uśmiechnął się szeroko, wychodząc razem ze strażnikiem, zaś gdy znalazł się za bramami, westchnął. Chciałem wejść po dobroci. Cóż, jeżeli nie chcą to wejdę w inny sposób-pomyślał Ravist, wchodząc do kolejnej ciemnej uliczki, gdzie ponownie się rozproszył i przybrał postać budzącego zaufanie człowieka, a następnie sprawił, że każda jego cząstka stała się przezroczysta. Był niewidzialny, ale nie odwoływał niematerialności.
Wyszedł z uliczki i zbliżył się do murów, przez które przeleciał, a następnie wszedł do domu. Rozejrzał się i wszedł na piętro, gdzie zaglądał po kolei do każdego pokoju, aż w jednym zauważył pokojówkę. Znakomicie-uśmiechnął się, a następnie wszedł do jakiegoś pustego pokoju, gdzie stał się widzialny i materialny. Uśmiechnął się ponownie i wyszedł z pokoju, idąc do tego, gdzie widział pokojówkę, po czym zapukał tam, wchodząc natychmiast. Zamknął za sobą drzwi i skłonił się pokojówce.
-Dzień dobry! Przepraszam, że przeszkadzam w pracy, ale muszę z kimś porozmawiać o czymś bardzo ważnym dla rodu de la Mote Valois. Przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż widziałem Charlotte de la Mote Valois. Chciałbym o niej porozmawiać. Czy zna pani jej historię? Proszę powiedzieć co pani o niej wie. To może okazać się ważne-mówił uśmiechając się uroczo, by zachęcić kobietę do rozmowy. |