Wątek: Oko czarownicy
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-15-2008, 17:50   #212
Van
Newsman
 
Van's Avatar
 
Reputacja: 5 Van wkrótce będzie znanyVan wkrótce będzie znany
$: 42 141
Jan Wymierski

Generał widząc jak jeniec umiera, zaklął głośno w swoim ojczystym języku. Zmarnowali tyle czasu na przekrzykiwanie się i wzajemne oskarżanie, a nie dość, że praktycznie nic nie ustalili, to jeszcze ich jedyne źródło informacji, leżało przed nimi i nie było do niczego przydatne. W oczach Wymierskiego, wiezień zasłużył sobie na szacunek swoim oddaniem dla sprawy jak i lojalnością, nie zmieniało to jednak faktu, że z drugiej strony Polak był wściekły na jeńca, choć wiedział, iż powinien winić tylko i wyłącznie samego siebie.

Panu, panie generale proponuję nasze towarzystwo, zaopiekuje się pan panią le Blanc. Do wioski wchodzę tylko z Noiretem. Mam nadzieję, że uda nam się bez przeszkód przesłuchać karczmarza. Jeśli nie decyzja, co robić dalej, pozostaje w rękach pana, panie generale. Po wykonaniu zadania udamy się do Au Biserte, skąd powinniśmy ewakuować się do Anglii. Aha, panie generale, niechże pan coś zrobi ze swoim człowiekiem. Ranny jest, nie chciałbym, by nas zdekonspirował. - Fitzpatrick szybko wrócił do rzeczywistości i zaczął wydawać polecenia. Zyskał tym nieco respektu w oczach Wymierskiego.

- Proszę się Lordzie nie martwić, Pierre na pewno nie sprowadzi na nas pościgu, potrzebował tylko nieco odpoczynku. A co do pańskiego planu, to jak już mówiłem, nie będę negował rozkazów i podporządkuje się wydawanym przez pana poleceniom. - mówił Generał, jednocześnie patrząc jak młoda kobieta, wysłana przez pułkownikową, odbiega od ich skupiska. Widok trupa nie podziałał na nią zbyt dobrze. Po kilku chwilach Wymierski zebrał wszystkie swoje rzeczy i pomógł Pierrowi w pozbieraniu się. Następnie podszedł do jedynego rodaka w tej grupie i skupiwszy jego uwagę na sobie powiedział w swoim języku:
- Żałuje, że tak szybko nasze drogi się rozchodzą, jednakże mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i gdy kolejnym razem się spotkamy, będziemy mogli porozmawiać dłużej. Powodzenia panie Daniłłowicz. - Gdy skończył, podał swojemu rozmówcy rękę.

Gdy byli już na koniach, Jan podjechał bliżej Matyldy i nie zważając czy inni go słyszą, rzekł:
- Widziałem dziecko jak zareagowałaś widząc, śmierć tamtego człowieka. Wiem, że to musi być trudne dla ciebie, ale obawiam się, że możesz zobaczyć jeszcze więcej potworności. Musisz to wszystko jakoś przełknąć, pamiętaj, że wykonując tą misję, możemy pomóc w obaleniu Korsykanina. robisz to więc dla swojego kraju. Rozumiem, że możesz mieć już dość i się boisz, dlatego trzymaj się blisko mnie i mojego człowieka. My już zadbamy aby nie stała ci się żadna krzywda.
 
Van jest offline