Płonie ognisko i szumią knieje
krasnolud jest wśród nas
opowiada starodawne dzieje,
bohaterski wskrzesza czas.
O walkach znad kresowych stanic
O obrońcach naszych krasnoludzkich granic
A ponad nami wiatr szumny wieje
i kamienny huczy głaz.
Już do odwrotu głos trąbki wzywa,
alarmując ze wszech stron
Wstaje wiara w ordynku szczęśliwa.
Serca biją w zgodny ton.
Każda twarz się uniesieniem płoni
Każdy laskę krzepko dzierży w dłoni
A z młodzieńczej się piersi wyrywa
pieśń potężna pieśń jak dzwon.
Garnir zaczął śpiewać lekkim głosem, pieśń miała nastrój melancholijny i smutny. Gdy skończył powiedział:
-
To zacna pieśń o walce krasnoludów z goblinami wiele lat temu w Górach Krańca Świata. Duma i walka o władzę zgubiła klany krasnoludzkie. Te czasy nie mogą się powtórzyć, dlatego dzięki wam musimy uratować mój Dom.....
Przerwał na chwilę dając czas na zrozumienie pieśni i jego słów.
Gdy wszyscy byli przy ognisku:
-
Niechaj pokój i zgoda nastaną w naszym kręgu a ogień i amulet będa świadkami znaku przysięgi. Przysięgam, że nic nie spotka was złego póki ja sam nie zginę, ogień i ziemia moimi świadkami.- mówiąc to przyłożył rękę do piersi i uderzył 3 razy i czekał na resztę czy pójdą za jego przykładem.
Garnir patrzył na nich wzrokiem spokojnym i pragnącym potwierdzenia przysięgi. Nie chciał być zignorowany przez nikogo...
***
Ała, przeklęty las, wolałbym żeby na głowę spadł mi głaz niż takie... takie... elfie- powiedział z bólem gdy szyszunia spadła mu na głowę a potem wybuchł śmiechem gdy zażartował o elfach
***
- Drogi Gilesie, jesteśmy teraz w lesie i nie wiem dokładnie gdzie jesteśmy, ale gdy dojdziemy do ukochanych gór, powiem wam z zamkniętymi oczami gdzie pójść. Tylko węch mojego domu poniesie mnie do niego. Karak-Norn powracam!- dał akcent na ostatnie słowa. - HEJ!- krzyknął z przytupnięciem nogi.
-
Na zwiady jeno ja się nadaję, bo do tego mnie wyszkolono, mości Gilesie pójdę z wami- dodał
A potem zjadł część prowiantu i wypił przy tym trochę piwa a potem zasnął snem głębokim