| Abrahim pokiwał głową w geście pokazującym iż zgadza się ze słowami towarzyszy. - Dobrze, będę pilnował czasu, jak własnego wielbłąda - rzekł przypatrując się klepsydrze.
Gdy na głowę krasnoluda spadła szyszka z drzewa, pod którym siedział, czarnoskóry uśmiechnął się rozbawiony, choć potem jego mina zrzedła. Ten wiatr mocno zaniepokoił człowieka. To normalne, że o tej porze roku wieją silne wiatry, aczkolwiek taka pogoda pierwszej nocy podróży nie wróży nic dobrego.
Człowiek nie zignorował przysięgi Garnira, i również uderzył się trzy razy w piersi, potem pomagając Johannowi zakładać płachtę na zapasy. Potem znowu siadł przy palenisku. - Radziłbym mieć oczy dookoła głowy towarzysze. Ta pogoda dość mocno mnie niepokoi. - Przemówił Arab. - Aaa... I gdy będziecie szli na zwiad postarajcie się poszukać dogodnej drogi, aby jechać w bliskim sąsiedztwie rzeki. Nie będziemy wtedy musieli dużo łazić, aby uzupełnić zapasy - dokończył pijąc wodę ze swojego bukłaka, po czym zmęczony ułożył się na derce, aby potem w lekkich, związanych z pogodą, trudnościach pogrążyć się we śnie.
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) |