| Obudzony przez Gilesa Joseph bez problemu otworzył oczy. Był przyzwyczajony do wstawania w środku nocy,. Tak samo, jak do zasypiania w samo południe...
Dwa łyki zimnej wody otrzeźwiły go do końca. Spacerował po obozowisku, to rozglądając się dokoła, to spoglądając na klepsydrę, by obrócić ja o odpowiedniej porze. czasami przysiadał na krawędzi wozu. Ze świadomością, że jak zaśnie, to spadnie i bez wątpienia się obudzi...
W zasadzie nic się nie działo. Tylko Garnir kręcił się niespokojnie. "Ciekawe, co mu się śni" - pomyślał Joseph. Ale, jako że nie wyglądało to na koszmar, nie obudził krasnoluda.
Podchodził już do Abrahima, gdy z oddali dobiegł do niego jakiś dźwięk... Jakby śmiech... Wyprostował się i zaczął nadsłuchiwać, ale dźwięk się nie powtórzył.
"Przywidziało mi się, czy co?" - pomyślał.
- Wstawaj, Abrahimie - powiedział cicho. Nie chwytał śpiącego za ramię. Różni ludzie w różny sposób reagowali na nagłą pobudkę. Nie chciałby, by Arab przypadkiem potraktował go jak wroga...
Gdy Abrahim wstał, Joseph położył się, zawinął w koc i szybko zasnął.
Pobudka nie była najprzyjemniejsza. Jednak parę godzin snu to trochę mało. Mimo tego Joseph zerwał się na równe nogi bez chwili wahania.
- Dzięki, Abrahimie - powiedział, siadając i zabierając się do jedzenia. Poranny, ciepły posiłek był zawsze mile widziany. A smaczny ciepły posiłek... To już było niemal marzenie.
Podkarmienie koni i osiodłanie nie trwało długo.
Zanim jednak ruszyli podszedł do nich Garnir. Joseph wysłuchał go, a potem powiedział:
- Żadnego zła z naszych serc. I uratujemy twój dom. Obiecuję.
Chwilę później pędził z Gilesem leśnym traktem.
Było na tyle jasno, że mogli sobie pozwolić na szybszą jazdę. Dość równy trakt również stawiał na ich drodze żadnych przeszkód. Jednak gdy z ziemi zaczęła podnosić się mgła Joseph zwolnił.
- Te opary przypominają mi mgłę, która przeniosła mnie do siedziby elfów. W dodatku coraz mniej widać.
Mgła nie uniemożliwiała jazdy, ale pewne utrudnienie jednak stanowiła.
- Dopóki nie ma takiej potrzeby, nie warto się aż tak spieszyć...
Gdyby koń złamał sobie nogę w jakiejś dziurze, strata byłaby niepowetowana.
Ostatnio edytowane przez Kerm : 03-16-2008 o 15:03.
|