| Abrahim siedział na swoim kocu kończąc jeść śniadanie. Cieszył go fakt, iż jego towarzysze chwalą posiłki ugotowane przez niego, aczkolwiek czarnoskóry miał ochotę spróbować również krasnoludzkich, oraz Bretońskich specjałów, gdyż tych Estalijskich miał już parę razy okazję skosztować, i trzeba było powiedzieć że bardzo przypadły Arabowi do gustu. Tu na północy, jednak, sposób wyżywienia jest zupełnie inny. Co jak co, ale potrawy z Estalii niewiele różnią się od tych z jego rodzimego kraju. Tutaj podobno ludzie jedzą bardzo tłuste rzeczy, oraz popijają hektolitrami piwa. Mężczyzna miał już parę razy okazję, aby przekonać się, iż na prawdę tak jest. Niemniej jednak nie była to zła kuchnia. Nawet całkiem smaczna, aczkolwiek Abn'Jazzir dostawał po niej często skurczów, nieprzystosowanego do takiego jadła, żołądka. Najgorsza wydawała mu sie kuchnia Kislevska. Podróżował z takim jednym obywatelem ze wschodu, który wiele razy opowiadał mu o tym, co sie je na wielkim stepie. Opowieści nie napawały go zbytnim optymizmem. Po pierwszym spróbowaniu specjału, który Kislevczycy zwali "ogórkiem kiszonym", Arab zmienił jednak zdanie. Było całkiem smaczne, aczkolwiek nieco za kwaśne.
Po skończonym posiłku, człowiek przemył miskę wodą z bukłaka. Potem popił śniadanie resztką, która została mu w pojemniku i zaczął przyglądać się walce. Techniki obu zawadiaków były zupełnie inne. Santiago preferował szybkie pchnięcia w witalne punkty, a Leonard wolał finezyjne, aczkolwiek bardzo precyzyjne ciosy mieczem. Arab nie wątpił w to, iż uzależniony towarzysz jest dobrym szermierzem, ale w tego typu pojedynku wiadome było kto wygra. Broń, i technika Estalijczyka, choć zadawała mniejsze rany, to jednak była szybka i precyzyjna. W prawdziwej walce zapewne obaj mieliby równe szanse.
Walka bardzo mu się podobała, aczkolwiek coś ją zakłóciło. Hałasy dobiegające z wozu, były na tyle głośne, aby przerwać nawet "epicki" pojedynek pomiędzy Bretończykiem i Estalijczykiem. Bardzo niepokoiły one Abrahima, który momentalnie zdjął kuszę z pleców i załadował ją doskonale zrobionym bełtem, miarowo zbliżając się w kierunku pojazdu. Gestem ręki wskazał towarzyszom, na swoją kuszę, a potem na wóz. Jakby chciał przekazać, żeby mierzyli w stronę źródła hałasu. Sam zakradł się nieopodal. Normalnie sciągnąłby zamaszystym gestem ręki płachtę i dał się wykazać towarzyszom, aczkolwiek była ona zbyt mocno przymocowana. Człowiek musiałby się z nią mocować, a to mogłoby wystraszyć to coś, co powoduje zamieszanie. Mężczyzna stanął obok włazu na wóz. Wziął głęboki oddech, momentalnie wyskakując, i mierząc kuszą, szukał ewentualnego celu...
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) |