Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-03-2008, 16:09   #8
Kaworu
 
Kaworu's Avatar
 
Reputacja: 1244 Kaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumnyKaworu ma z czego być dumny
Skoro prosicie o opowiadanie, to macie :P
Jednocześnie będzie to chyba swego rodzaju wstęp do sesji.

Stał w półmroku, patrząc w lustro…

Z tafli szkła patrzyły na niego oczy. Jego własne, zimne i puste, jak zawsze. Pozbawione wyrazu, były kwintesencją ich właściciela. Spoglądały na wiotkie, słabe ciało, nie mogące udźwignąć ciężaru, spoczywającego na jego barkach. Nogi, cieńkie jak patyki, uniemożliwiające ucieczkę od prześladowców. Ręce, obficie naznaczone bliznami, dziełem odwiecznych wrogów. Twarz, pozbawiona wyrazu, niezdolna do odwzajemnienia jakichkolwiek emocji. Wielka, bezwłosa głowa, nieproporcjonalna w stosunku do innych członków. Do tego ten kolor…

„Odpychające”…

To pierwsze słowo, które przychodziło ludziom do głowy, gdy go spotykali. A z nim, jego odwieczna towarzyszka. Nienawiść. I samotność…

Odkąd pamiętał, zawsze był samotny. Jego wygląd sprawiał, że był ciągłym obiektem drwin, szykan i złośliwości. Ludzie zamykali przed nim drzwi, odsuwali się z odrazą, pluli na niego.

Bydło…

Nienawidził ich. Nienawidził za samotność, której byli przyczyną. Za noce spędzone pod mostami i w magazynach. Za rany, blizny i broń, której używali. Za to, że uczynili jego życie piekłem. Za to, że mieli przyjaciół.

Za to, że byli…

Z czasem nauczył się ukrywać swój wygląd. Był w tym mistrzem. Gdy tylko opanował tą sztukę, mógł robić wszystko, o czym kiedykolwiek pragnął. Mógł iść przez ulicę, nie będąc w niebezpieczeństwie. Wreszcie był taki jak inni. Równy…

Przebranie bywało zawodne. Nie miał zdolności aktorskich, a pustka w jego sercu sprawiała, że ludzie mogli przejrzeć podstęp. Mimo to i tak żył teraz lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Ale to mu nie wystarczyło…

Z czasem pustka, która chroniła go przed ludźmi, stała się jego przekleństwem. Z każdym dniem patrzył z coraz to większym bólem, jak mężczyźni tulą swoje żony, jak dzieci radośnie bawią się, śmieją.

Pragnął przyjaciół. Mnóstwa przyjaciół. Ważnych, zamożnych, potężnych. Takich, którzy byliby w stanie dać potęgę także i jemu. Którzy mogli podzielić się z nim swymi emocjami, wspomnieniami, wiedzą.

Znalazł ich zaskakująco szybko.

Pierwsza była Ona. Jego pierwsza miłość.

Zakradł się, kiedy spała. Wyglądała na zwykłą podróżną. Chciał ją obrabować, porwać, ewentualnie zabić.

Powstrzymał się, gdy przyjrzał się bliżej. Jej wyposażenie było niezwykłe. Gdy tylko je ujrzał, wiedział, że to Ona. Pierwsza z jego wielu przyjaciół. Postanowił poznać ją bliżej.

Tak blisko, jak nie znał jej nikt…

Nie opierała się zbyt długo. Wkrótce był jej absolutnym i jedynym powiernikiem. Znał jej każdy sekret, każdą myśl, każde wspomnienie.

Straciła dla niego głowę.

A on żył jej życiem.

Potem znalazł innych przyjaciół. Jedni wzbraniali się długo, inni szybciej wiązali z nim swoje życie.

Wreszcie miał rodzinę. Prawdziwą, kochającą rodzinę.

I mimo tego, że żył w cieniu swoich przyjaciół, pierwszy raz w życiu był szczęśliwy. Szczęśliwy, jak nikt inny.

Z zamyślenia wyrwał go łoskot. Oto drzwi do komnaty zostały wyważone.

Stał w nich jego odwieczny wróg. Potężny, gniewny, z bronią w ręce i okrzykiem na ustach.

Ileż to razy pokrzyżował jego plany? Ile członków jego rodziny cierpiało z jego powodu? Ile blizn powstało z jego udziałem?

Tak, nienawidził go. Nienawidził jak nikogo innego. A jednocześnie pragnął go pokochać…

Miał być jego. Tylko jego…
 
Kaworu jest offline