| Po pewnym czasie wszyscy usłyszeli pukanie do drzwi poczym wszedł zbrojny.
- Pan każe stawi… - nagle przerwał widząc w zdrowiu sir Roberta i Glorim’a. Przez chwilę przyglądał się im ze zdumieniem, jego oczy stawały się coraz większe. - Khym. Szanowny rycerzu, hrabia prosi abyś raczył przybyć do jadalni wraz ze swoją służbą. Poczekam na zewnątrz abyś mógł się odziać jak na rycerza przystało.
Zbrojny wyszedł. Towarzysze odziali się i wyekwipowali gdyż domyślili, iż hrabia będzie chciał ich szybko wyprawić dalszą drogę.
Na korytarzach znajdowali się chyba wszyscy zbrojni i służba hrabiego. Gdy szli korytarzami służba i zbrojni wodzili za nimi zdziwionym wzrokiem.
Gdy weszli do jadalni zbrojny wskazał towarzyszom niższy stół, a sir Roberta zaprowadził do stołu hrabiego. - Rad jestem, iż po swojej wczorajszej klęsce jesteś w tak dobrej kondycji, znaczy to, iż możecie zaraz wyruszać. – powiedział wskazując mu ostatnie wolne krzesło znacznie mniej honorowe niż wczoraj. - Dostaniesz przewodnika, który doprowadzi was do granicy. Konie zostawiacie tutaj, czy ty też panie pragniesz bym zajął się twoim wierzchowcem. Zabieranie tak cennego konia tam gdzie jedziecie odradzam stwierdził z nikłym uśmiechem sir Auferic.
Przy niższym stole zbrojnie przyglądali się krasnoludowi. Wtem jeden pociągnął za ubranie Tupica. - Jak to się stało, że oni są już zdrowi powinni wiele tygodni dochodzić do siebie. |