Przyznam się, iż podchodziłem do oglądania tego filmu z nastawieniem na poznanie czegoś na kształt "Czarodziejskiego ogrodu", z intrygującą scenerią i lekko wciągającą fabułą. Ot, dzieło umiejscowione o kilka oczek wyżej od "Harry'ego Pottera", miły zapychacz czasu...
Myliłem się.
Szczerze powiedziawszy trudno opisać, co sądzę o tym
arcydziele. Minęły dwie godziny od jego zakończenia a w mojej głowie wciąż kotłują się urywki dialogów, wymieszane sceny i niesamowite postaci... Sama fabuła zapowiadała się względnie prosta: Hiszpania, początki dyktatury generała Franco. Córka pół-sierota, matka w ciąży z despotycznym kapitanem mającym stać się głową nowej rodziny. Jednak od samego początku przewijają się w historii urzekające baśniowe motywy, które razem z realiami okrutnej wojny tworzą przenikające się równoległe płaszczyzny... Zaś pomiędzy prezentowanymi płaszczyznami stoi okrakiem mała Ofelia, będąca dla widza swoistym łącznikiem pomiędzy światem rzeczywistym a fantastycznym... Być może niejedna osoba ochrzci w tym momencie "Labirynt Fauna" tytułem "powielacza sprawdzonych motywów", lecz jest w nim coś co nie pozwala spłycić filmu do poziomu zwykłej
bajki dla dorosłych/dojrzałych: niepewność, sytuacja w której widz zacznie zastanawiać się nad prawdziwością wizji dziewczynki... Bo tak naprawdę ostateczne zakończenie oglądający musi znaleźć w sobie.
Podobno w niektórych multipleksach "Labirynt Fauna" przedstawiano jako kino familijne od lat dwunastu. Ów fakt dobitnie świadczy o totalnej ignorancji pewnych osób, które opierając się być może na plakatach same siebie zwiodły na manowce lekceważenia. Oznajmiam więc, jakby ktoś był równie niedomyślny lub po prostu oszukany ignoranckim stwierdzeniem:
to nie jest film dla dzieci i rodzin szukających rozrywki w niedzielne popołudnie. Pod baśniową otoczką filmu kryje się oddana z bezwzględnym realizmem przemoc i fabuła, którą momentami mogę porównać do wymownej prozy Kinga. "Labirynt Fauna" jest baśnią, jednak baśnią dla dorosłych.
Podobno również znaleźli się tacy, którzy w dziele del Toro dostrzegali ogłupiający wpływ lewackiej propagandy. O ile tym z multipleksów mogę zarzucić ignorancję, to nad nadgorliwymi "tropicielami" komuchów postuluję spuścić zasłonę miłosiernego milczenia. Jak w każdej baśni autor potrzebuje zastosować motyw dobra i zła, a ten akurat został przedstawiony na tle hiszpańskiej wojny domowej. Nie wiąże się ona w ogóle z wymową dzieła. Ba, miejsce akcji nie robi żadnej różnicy pod względem konstrukcji fabuły, gdyż jest ona na tyle uniwersalna, że można by ją przenieść w realia okupowanej Polski lub wojny wietnamskiej. Wszak ludzkiego charakteru nie wyznaczają granice a dobro i zło. I tyle na ten temat...
Jestem pod wrażeniem gry aktorskiej. Przyznajmy szczerze, baśniowy posmak fabuły nie pozwala w pełni stworzyć pola do indywidualnego popisu psychologicznej głębi, jednak i tak prezentowane postacie wywarły na mnie ogromne wrażenie. Każdy z odtwórców świetnie wpisuje się w powierzoną mu rolę: Ivana Baquero jako zagubiona mentalnie Ofelia, Sergi Lopez jako sadystyczny kapitan oraz chociażby Angulo jako lekarz postępujący zgodnie z własnym sumieniem. Szczególnie zaś ujął mnie za serce tytułowy Faun (Doug Jones). Osobowość wymienionej istoty i pewna dwuznaczność nie pozwoliły mi przez praktycznie cały film powziąć jednoznacznej oceny jego charakteru i roli, jaką odgrywał.
W tym momencie wystarczy zamiast "Jestem pod wrażeniem gry aktorskiej" wpisać "Jestem pod wrażeniem zdjęć i pracy kamerzystów". Pozwalają one przez cały czas odczuwać przenikanie się świata realnego i fantastycznego oraz wywołać nastrój ogromnego wzruszenia bądź żywego niepokoju. Kolorystka złota i mrocznego błękitu bez problemu dorównuje tej z "Władcy pierścieni".
Na koniec pragnę zwrócić uwagę na przecudną muzykę Navarrete'a, który dodał "Labiryntowi Fauna" ogromnej dawki melancholii, zadumy i niemożliwej do opisania (przynajmniej w moim mniemaniu) nutki tajemniczości. Wielkim plusem jest fakt wręcz idealnego współgrania przesłania muzyki z prezentowaną akcją. Nie wychyla się ona przed szereg (jak to się zdarza w części filmów), lecz swoją dyskretnością umie połączyć obraz i dźwięk w umyśle widza w jedną integralną całość...
18:42 Ocena filmu: 9+/10