Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-02-2008, 08:29   #422
Sayane
The Sentinel
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 8 Sayane ma w sobie cośSayane ma w sobie cośSayane ma w sobie coś
$: 147 826
Mężczyźni ruszyli do walki. Kobiety, po krótkiej dyskusji, zdecydowały się przyjąć pozycje obronne - Maureen wzięła drowkę pod pachy, Fosth'ka odwiązała konie, po czym szybko przeszły na wzniesienie pod lasem, odpowiednie zarówno jako pozycja strzelecka, jak i do szybkiego odwrotu w stronę drogi (oczywiście po wyminięciu krzewów). Tam, upewniwszy się, że drowka powoli wraca do siebie zajęły się pilniejszymi sprawami - czarodziejka zaczęła obserwować otoczenie - zwłaszcza kulę - Maureen wbiła natomiast naręcze strzał w ziemię, przygotowując się do obrony. Ze złością zauważyła, że pocisków nie starczy na długo; kołczan, nieuzupełniony po bitwie i polowaniach, zaczynał świecić pustką. A druga grupa przeciwników była coraz bliżej! Łowczyni ze zgrozą uświadomiła sobie, że jej łuk ma nieporównywalnie mniejszy zasięg niż ciężkie, bojowe kusze szkieletów. Jeśli będzie chciała do nich strzelać, będzie to oznaczało wystawienie siebie jako łatwy cel.

Anzelm, ostrożnie zbliżyłeś się do halabardnika, którego zostawił Ci drow. Przed dłuższą chwilę okrążaliście się wzajemnie; Ty, próbując znaleźć odkryte miejsce a szkielet.., cóż, ciężko powiedzieć. Problem z nieumarłymi przeciwnikami zawsze był taki - nie można było odczytać z wyrazu oczu czy twarzy planowanych posunięć czy nadchodzącego ataku. Kilka próbnych ataków zostało łatwo sparowanych, a Ty musisz przyznać, że Twój kostur w porównaniu z długą, masywną halabardą nieumarłego stanowi raczej mizerną broń - choć z pewnością nieco lepszą do obrony niż ten przerośnięty topór. Na razie z trudem unikasz szerokich ciosów czując, jak intensywnie pracują wszystkie Twoje mięśnie a medalion w kieszeni pali żywym ogniem.

Drow tymczasem tańczył wokół topornika. Błyszczące ostrza ze świetnej menzoberrańskiej stali ze świstem przecinały powietrze, gdy ich właściciel próbował dosięgnąć przeciwnika. Raz po raz końce broni dotykały szkieletu, szarpiąc srebrne druty czy podcinając gnijące ścięgna. Równie często jednak stykały się z ciężkim toporem, zmuszając wojownika do mocnego zapierania się nogami w ziemi. Powróciły wspomnienia walk z dugearami czy derro a potem dziwnej, kransnoludopodobnej mgły pojawiającej się nad zabitymi szkieletami. Tutejsze krasnoludy jednak były większe i masywniejsze nawet od krasnoludów tarczowych, nic więc dziwnego, że walka z ich szkieletami nawet drowowi sprawiała kłopot. Nathiel nadrabiał jednak zwinnością i szybkością, której zawsze brakowało nieumarłym; wkrótce więc jego przeciwnik zaczął przypominać obszarpany wieszak kości. Co prawda magia nadal spajała je razem, jednak ruchy szkieletu stawały się coraz mniej zborne, ataki mniej pewne a on sam zaczynał tracić równowagę, chwiejąc się na poluzowanych piszczelach. Zadanie ostatecznego ciosu w kratkę piersiową, nadal osłoniętą gardą z topora było jednak kwestią czasu - czasu, którego zaczynało Wam brakować.

Phaere, fala potężnej magii, która ożywiła kości, zaczyna powoli ustępować z Twojego ciała. Głowy nie rozsadza już pulsujący ból, ręce przestały drętwieć a Ty czujesz, że jesteś w stanie podnieść się powoli ale o własnych siłach. Mężczyźni walczą już ze szkieletami, Twoje towarzyszki są gotowe do obrony. Tilouop siedzi pod jakimś krzakiem, ze zjeżonym futrem i o obłędem w żółtych oczach wpatruje się w szkielety. Księga, dawniej Twój najcenniejszy amulet a teraz niemal przyczyna śmierci, leży nad brzegiem w trawie. Nad jeziorem widzisz natomiast dużą, przejrzystą kulę z postacią w środku - a wokół niej koncentrację magicznej mocy, tak silną, że widzisz ją niemal gołym okiem (nie tylko wyczuwasz). Tak wiele mocy na Kedros czułaś jedynie w świątyni Sylvana - choć tam była ona nieco innego rodzaju. Jednak Twój największy niepokój wzbudza fakt, że moc gęstnieje. Wzburzone fale jeziora zaczynają układać się koncentrycznie pod kulą, by wkrótce przybrać formę 3 niewielkich trąb wodnych. Nie mają one jeszcze wyraźnego kształtu, lecz czujesz, że rzucanie czaru wkrótce się zakończy.

Anzelm, czujesz, że coraz bardziej się męczysz. Parowanie ciężkiej halabardy nie jest prostym zadaniem, a Tobie zawsze lepiej szło operowanie sztyletem niż kijem. Jednak po kilku, ciągnących się w nieskończoność, minutach zaczynasz dostrzegać pewien schemat w obronie przeciwnika i celnym ciosem gruchotasz kilka żeber. Manewru jednak nie udaje się powtórzyć, a Ciebie przed utratą życia ratuje jedynie koszulka kolcza, rozerwana obecnie w poprzek piersi końcówką broni szkieletu. Masz wrażenie, że wróciliście do punktu wyjścia, krążąc wokół siebie, próbując znaleźć lukę w obronie przeciwnika.

Słyszysz ~~świst~~świst~~ a potem ciche "pac!". Nadeszli kusznicy.

 
__________________
"W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości”

Ostatnio edytowane przez Sayane : 04-06-2008 o 12:33. Powód: dodatek+edit
Sayane jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem