| Spojrzał się z zaciekawieniem na sposób porozumiewania się dwóch kompanów. -Ciekawe, że tak dwie różne rasy i postaci potrafią ze sobą żyć, to piękne.- wyrzekł kapłan, z lekka nawet zdziwiony.
Poczuł teraz na swojej osobie wymowny wzrok Marcus'a, domyślał się, co może oznaczać. Niziołek zaczął swój wywód -Doprawdy nie twoja, czyli...- zająknął się, tymczasem niziołek uprzedził jego myśli- Jestem pod wrażeniem, pięknie gra. Pierwszy raz widzę, by przedstawiciel tej rasy miał takie niebywały słuch i artyzm, zaiste interesujące i godne podziwu- skłonił się w stronę ogra w geście uznania.
Tymczasem oczy niziołka spoczęły na naszej, jedynej towarzyszce Ktoś tu się chyba komuś podoba czuł, że jest gotów by wybuchnąć śmiechem, schylił głowę w dół, hamując nadchodzący "wybuch", nigdy nie był delikatny w "tych" kwestiach.
Po chwili wszyscy siedzieli, korzystając z błogiego ciepła ogniska, które rozlewało się w otoczeniu obozowiska. -Masz nasze słowo, nie mam zamiaru go drażnić, jestem spokojny z natury- wyrzekł uspokajając sir McNorgal'a- Dobry pomysł John, chętnie sam bym coś zjadł- wziął swój plecak w poszukiwaniu zakupionej u przyjaciela mistrza Johanina, racji.
Ostatnio edytowane przez Verax : 04-03-2008 o 15:48.
|