| Barry pieczołowicie obejrzał nóż, usilnie próbując dojrzeć jakieś przejawy niezwykłości. Był on jednak pod każdym względem zwykły, no, może poza faktem, iż wydawało się, że był często używany.
"Może, cholera, jakiś rzeźnik?" - zastanawiał się. Tymczasem usłyszał Baliusa, który najwyraźniej skończył rozmowę ze strażnikiem:
- Podejdź! Podsadzisz mnie abym mógł zabrać jedną z lamp! Myślałeś, że ucieknę kradnąc lampę i naraże naszą misję? Haha... no dobra...chodź pomożesz mi.
Krytycznie ocenił wysokość na jakiej wisi lampa.
"Co za blond kiep" - rzucił w myślach
- Pochędożyło Cię?! Nie jestem synem byka i boga, tylko człowiekiem! Za cholerę tam Cię nie podsadzę. Moge spróbować Cie cisnąć, jeśli jesteś skoczny. Nie bój się, to bezpieczny numer - tu uśmiechnął się dodając odwagi Baliusowi i zaznaczając zarazem postawą że nie żartuje. Po chwilce najemnik ruszył w stronę "blondasa" i powiedział mu ciszej:
- Robiliśmy w bandzie takie numery dawno temu, jak przez wysoki mur lub płot szło przeskoczyć. Ja złoże ręce, ty na nie wejdziesz i w jednym momencie podskoczysz a ja uniose je do góry dodajac rozpędu. Lapiesz? Nie żarłem w dzieciństwie byczych jaj i cie nie podsadze.
Znów spojrzał uważnie na otoczenie.
- Co kombinujesz? Bo ten strażnik na bystrzaka nie wygląda. Jak chcesz to znalazłem pod domem coś, co może pomóc... - tu wymownie sięgnąl do pasa pokazując nóż - Na bystrzaka nie wygląda, więc długo by to nie trwało. Potem obejrzysz to ostrze na spokojnie - dodał z zapałem, nie kryjąc oczywiście kwestii, że było to polecenie. |