Reputacja: 1  | Pitia nie był zadowolony z pobudki o takiej porze, ale jak tylko usłyszał, co się dzieje, przestał marudzić. Zapytał tylko Paula, gdzie jest i zapowiedział, że będzie za dziesięć minut. Siedem minut później Rytter zobaczył na horyzoncie rozpędzoną Wołgę. Samochód zatrzymał się gwałtownie przed barem. Kierowca, którym okazał się być oczekiwany fotograf, krzyknął przez uchylone okno:
- Co tak stoisz, wskakuj! Montowy nie będzie czekał w szpitalu w nieskończoność!
Młody dziennikarz wymyślił z pięć dowcipnych ripost na to filozoficzne stwierdzenie, ale w końcu nic nie powiedział i zapakował się na tylne siedzenie.
- Dzięki Pitia, nie wiem, jak ci się odwdzięczę.
- Nie chrzań, robimy w tym samym zawodzie, też czuję, kiedy trzeba szybko działać- uciął podziękowania Rosjanin, jednocześnie włączając się do ruchu- Ale widzę już, czemu potrzebujesz kierowcy. Zawsze mówiłem, że wy, Polaczki, nie macie głowy do picia.
Paul znowu powstrzymał się od komentarza, po pierwsze dlatego, że nie wiedział co powiedzieć, po drugie dlatego, że sposób prowadzenia Gornicowa trochę go przytłoczył. Mijane domy i samochody śmigały za oknami, a samochód jęczał nieprzyjemnie na zakrętach. Na przemian zamykał oczy ze strachu i otwierał je z ciekawości. Alkoholowy szum w głowie też nie poprawiał sytuacji. Gdy wreszcie dojechali na miejsce, szybko otworzył drzwi i wytoczył się na stabilny chodnik z westchnieniem ulgi.
- Dzięki, stary! Idę szturmować szpital, trzymaj kciuki- rzucił w stronę kierowcy.
- Nie za szto. Ja tu poczekam.
Paul oparł się jedną ręką o samochód, powoli obrócił swe ciało w stronę wejścia do szpitala i zbaraniał. Do drzwi cisnął się tłum jego kolegów po fachu.
- To będzie bolało- pomyślał- Ale co robić?
W tłumie okazało się, że Paulowi przepychanie przez łokciami nie idzie tak źle. Pogo na koncertach w Londynie okazało się dobrą lekcją. A wtedy też przecież był wstawiony. Po jakichś dwudziestu minutach znalazł się w przedsionku. Pomieszczenie było dość małe, wyglądające jak świeżo po remoncie. Białe ściany, nowoczesne bramki, obrotowe, szklane drzwi (w tej chwili przerobione na zwykłe, gdyż nie dałyby rady takiemu tłumowi). Najwyraźniej szpital był przeznaczony dla bardziej wpływowych Moskwiczan. Niespodziewanie Paul znalazł się twarzą w twarz z ochroniarzem, który wyciągnął rękę po jego przepustkę prasową. Przepustkę, której Paul najwyraźniej ze sobą nie miał.
- Kurwa!- pomyślał Rytter- Pięknie!
- Proszę pana, czy mogę prosić o pańską przepustkę?- tymczasem ochroniarz zaczynał się niecierpliwić brakiem reakcji Paula.
- Właściwie to nie- młody dziennikarz postanowił zagrać va banque. Starał się nie brzmieć na zbyt pijanego- Nie jestem dziennikarzem, ja tu pracuję, szanowny panie! W obecnych okolicznościach wezwano mnie na dodatkowy dyżur. Już wystarczająco długo przeciskałem się przez tych baranów- wskazał palcem tłum za sobą.
- Tak, jasne- ochroniarz nie wydawał się przekonany- w takim razie na pewno ma pan przy sobie identyfikator.
- Oczywiście- Paul czuł, że jest w swoim żywiole. Pewnym ruchem skierował rękę do wewnętrznej kieszeni marynarki. Nagle na jego twarzy pojawił się wyraz zdziwienia. Dłoń szybko powędrowała do innej kieszeni, potem do jeszcze jednej. Uśmiech, który miał zjednać mu funkcjonariusza, rzedł coraz bardziej.
- I jak?- ochroniarz już obmyślał sposób wypchnięcia młodzieńca z przedsionku. Podobne plany rozważał tłum dziennikarzy.
- Pan wybaczy, ale najwyraźniej w pośpiechu zapomniałem jej wziąć. Proszę, niech mnie pan wpuści, inaczej doktor Mielinow mnie..- przerwał, bo ponad ramieniem ochroniarza zobaczył znajomą twarz. Rozwiała się trochę alkoholowa mgła spowijająca umysł. Od przybycia do Moskwy zdążył już odwiedzić Szpital Moskiewski, starając się dowiedzieć czegoś o prezydencie, a przy okazji poznał jedną z młodych pielęgniarek. Dziewczyna wyraźnie go polubiła. Teraz przyszedł czas z tego skorzystać.
- Marusia! Powiedz panu ochroniarzowi, że jestem tu na praktyce!- krzyknął w jej stronę. Ochroniarz odwrócił się szybko, a Marusia spojrzała zaskoczona w stronę drzwi. Szybko się jednak uśmiechnęła i ruszyła w ich stronę.
- Tak, panie oficerze, kolega Rytter pracuje u nas. Niech go pan wpuści, pięknie proszę- obdarzyła ochroniarza pięknym uśmiechem.
W środku szpital był równie czysty i zadbany, co w przedsionku. Ściany korytarzy pokryte były edukacyjnymi plakatami, traktującymi o szczepionkach czy prawidłowym odżywianiu. Poza plakatami dominowała sterylna biel i szpitalna zieleń. Jak na tą godzinę po szpitalu kręciło się wielu ludzi. Dzielili się na trzy grupy: ubranych w czarne garnitury, na pozór apatycznych funkcjonariuszy, głodnych sensacji, nadpobudliwych dziennikarzy, którzy mieli szczęście się dostać od środka i niewyspanych pracowników szpitala, którzy w większości wyrabiali właśnie niespodziewane nadgodziny. Oni jedyni pamiętali, że w tym budynku leżą inni pacjenci niż ś. p. Prezydent i ze wszystkich sił próbowali zapewnić tym pozostałym namiastkę spokoju.
Pośrodku tego wszystkiego stali Marusia i Paul, ubrany w biały fartuch pielęgniarza.
- Dziewczyno, życie mi ratujesz. Jak ja Ci się odwdzięczę?
- Nie bój się, już ja coś wymyślę- urocze rosyjskie dziewczę założyło kosmyk blond włosów za ucho- pewnie chcesz wiedzieć co z Montowym?
- Jasne, muszę pogadać z lekarzami i personelem no i być gotowym na wszelkie ważne osoby, które pewnie niedługo tu zjadą, opłakiwać pana Prezydenta.
Paul czuł, że okoliczności mu sprzyjają. Wystarczyło teraz odpowiednio poprowadzić parę rozmów i materiał na pierwszą stronę gotowy. Szkoda tylko że bez zdjęć. Starał się przypomnieć sobie wszystkie szczegóły swojej półtora miesięcznej przygody z pracą w szpitalu w Londynie. Nie może popełnić jakiejś gafy. Odetchnął głęboko i ruszy schodami w górę, za pielęgniarką, słuchając tego, co ona ma do powiedzenia o tej długiej nocy w Szpitali Moskiewskim. |