| -Wreszcie... - Władimir był zdenerwowany długim oczekiwaniem aż ktoś odbierze ten cholerny telefon. Komórka na całe szczęście była sprawna. - Dzień dobry. Oho... po głosie słyszę, że na jakąś starą jędze trafiłem... Byle by się pośpieszyła. Przed teatrem Babuszki miał miejsce wypadek. Kiedy? Skoro dzwonie, idiotko, to pewnie znaczy, że przed chwilą Jakieś kilkanaście minut temu. Niedaleko Babuszek... tak, na tej samej ulicy. Jadąc potrąciłem jakiegoś faceta. Teraz leży nieprzytomny na ulicy... Dobrze pani słyszy, ja go potrąciłem. Czy to ja mówię niewyraźnie, czy ty jesteś tępa? Chyba zabezpieczyłem miejsce wypadku. Nie wiem w jakim dokładnie stanie. A skąd mam kurwa wiedzieć? Co ja go będę badać, to wy od tego jesteście. Leży, oddycha, podstawowe funkcje życiowe mogę stwierdzić... Władimir... Władimir Nikołajewicz Tilepko. Dobrze, w takim razie czekam.
Władimir rozłączył się i odłożył komórkę na podszybie. Odetchnął delikatnie patrząc przed siebie jak padający deszcz rozbijał się o szybę jego samochodu...
-Kurwa, a jak ten pijak mi wgniótł maskę?!
Myśl zaskoczyła nawet samego Władimira. W jednej chwili przestał myśleć o tym, że coś mogło stać się mężczyźnie i zaczął przejmować się swoim samochodem. Wysiadł z samochodu i obejrzał maskę.
-Job twoja mać... - Młody Tilepko przesunął dłonią po lekkim wgnieceniu na jego upragnionym BMW. - Czemu musiałeś wpaść akurat pod mój samochód - Wracając z powrotem do samochodu Władimir spojrzał na Nataszę i przypomniał sobie co to za dzień. - I to cholera w taki dzień.
Usiadł zrezygnowany i zmęczony. Patrzył na kierownicę przed sobą nic nie mówiąc i starając się pohamować wszelkie myśli. |