| Przez całą drogę starałem się nie zwracać na komentarze wieśniaków. Nie było zresztą trudno, bo większość mojej uwagi pochłaniałą coraz bardziej boląca noga. Z ulgą zobaczyłem, a raczej usłyszałem, bo karczmy zazwyczaj najpierw się słyszało, a potem widziało, że dotarliśmy na miejsce. Wszedłem do karczmy i usiadłem, wciąż nie zdejmując kaptura. Beznamiętnym wzrokiem omiotłem budynek i przesiadujących w nim wieśniaków. Gdy karczmarz podszedł, podałem mu bukłak w którym znajdowała się woda sprzed kilku dni. - Wódki mości karczmarzu, nalejcie najmocniejszej jaką macie. "Wreszcie napiję się czegoś porządnego..." - pomyślałem, próbując przypomnieć sobie kiedy ostatnio piłem coś innego niż woda. Poprawiłem miecze i dokładniej zapiąłem łuk.
Ostatnio edytowane przez Jons : 04-15-2008 o 10:54.
|